Apel o poważną debatę na temat delegalizacji chodzenia do kościoła

Drukuj

Rozumiem, że żyjemy w nowoczesnym, liberalnym społeczeństwie gdzie każdy robi co chce i ma do tego pełne prawo. Ja jednak uważam, że muszą być tej wolności jakieś granice. Jak wiadomo, opium (przez użytkowników nazywane „religią”, w slangu występują różne odmiany tego sformułowania takie jak, „katolicyzm”,” wiara” itd.), pomimo pozornej ulgi szkodzi na dłuższą metę a w szczególności ludziom młodym. Nie możemy przecież rzucać naszej młodzieży prosto w szpony religii. W tym wieku jest ona podatna na wpływy, także nieodpowiednie towarzystwo jakie może spotkać w miejscach takich jak kościół może wywrzeć nieodwracalny wpływ na psychikę. Czy chcemy aby skończyli leżąc w stanie otumanienia przy radiu, którego nazwy z powodu poprawności politycznej nie można wymieniać? Czasy relatywizmu moralnego powodują kneblowanie ust niektórym. Przecież trzeba mieć jakieś niezachwiane wartości czy autorytety (młodzież jak to młodzież nie lubi Marksa, ale trzeba pokojowymi metodami im go przyswoić inaczej jak będzie wyglądała przyszłość naszego narodu a szerzej, cała nasza cywilizacja śmierci?) inaczej jesteśmy zdani na pastwę takich organizacji jak kościół katolicki. To nie może być tak, że „róbta co chceta” i każdy sobie chodzi do kościoła kiedy chce i gdzie chce. Oczywiście główna odpowiedzialność spoczywa na księżach no ale ich, bez pomocy ludzi, których nazywają „wiernymi” ciężko wyłapać. Po to by reszta nie miała pokusy. Poza tym już jednorazowy kontakt z „księdzem” (członek tej organizacji) u nieukształtowanych jeszcze osób może poważnie uszkodzić pewne zwoje mózgowe odpowiedzialne za racjonalne myślenie. Chodzenie do kościoła jest pierwszym krokiem do dużo poważniejszych problemów takich jak pielgrzymki a nawet wstąpienie do zakonu. Czy wystarczająco dużo rodzin nie cierpi z tego powodu aby w imię źle pojętej wolności zadawać cierpienia innym? Tak więc pomimo tego, że rzeczywiście uważam, iż należy tolerować błędy młodości czy wybryki nawet u dorosłych ludzi to jednak w tym wypadku myślę, że nie można w imię tej wolności kłaść na szali zdrowia psychicznego naszych obywateli, no jakieś priorytety trzeba w życiu mieć, inaczej taka niekontrolowana przez nikogo wolność w krótkim czasie doprowadzi nas do anarchii. Niedługo zaczną modlić się w miejscach publicznych, gorsząc tym samym porządnych obywateli.

Dlatego apeluję o spokojną i wyważoną debatę na ten temat, przecież katolicy to też ludzie (co z tego, że zbłądzili?) i trzeba ich szanować, zająć się nimi, pokazać co jest w życiu ważne i nauczyć ich szacunku do prawdziwych autorytetów takich jak Marks, Lenin czy współcześnie Marlyn Manson (czasami w imię tego celu używając drobnych podstępów, takich jak ukryte wychwalanie szatana w piosenkach techno czy rockowych). Jakim bylibyśmy społeczeństwem gdybyśmy bezlitośnie piętnowali najmniej rozumnych członków naszej wspólnoty, trzeba dać im drugą szansę o ile jeszcze nie przekroczyli progu kościoła, bo w tym wypadku uważam, że no już nie można tak wszystkiego tolerować i pobłażać, bo jaki to daje przykład innym!? Pokazuje im, że można bezkarnie chodzić do kościoła i jeszcze się z tym bezczelnie obnosić. W imię wolności nie można przecież poświęcać wszystkiego, są przecież jakieś elementarne, ogólnie przyjęte normy społeczne, do których przestrzegania jest zobowiązany każdy z nas. Nie bójmy się powiedzieć „NIE!” (wzorem nieocenionego krzewiciela wartości i bojownika o prawdę-Jerzego Urbana) złu, które nas otacza. Tylko pozornie jesteśmy słabsi wobec wszechogarniającej, bezmyślnej pogoni za religią. Nie można przecież całej odpowiedzialności zrzucać na księży. Osoba przekraczająca próg kościoła wie co robi, i czyn ten świadczy o jej całkowitym zepsuciu moralnym. Pozostaje ją tylko izolować bo jak wiadomo resocjalizacja przynosi marne efekty, ludzie ci bywają tak zatwardziali, że zaprzeczają ewidentnie zgubnemu wpływowi religii na swoje życie, dochodzi do tego, że utrata bliskich na skutek wstąpienia do „duszpasterstwa” (miejsce wstępnej indoktrynacji i obrubki) nic dla nich nie znaczy (podobno ich idolem jest niejaki Abraham, który w religijnym szale chciał zabić własnego syna a dzisiaj jest stawiany za wzór). Tak więc wszystkich, którym nie są obojętne losy naszego kraju wzywam do podjęcia debaty na temat tego kroku, jakim jest delegalizacja chodzenia do kościoła przynajmniej do 18 roku życia, bo z zdominowanym przez mających za nic wszelkie wartości (potrafią krytykować i nękać nawet homoseksualistów) nihilistów państwie ciężko wywalczyć coś więcej. Dochodzi do tego, że młodzi ludzie przestają chodzić na imprezy i palić trawkę a nawet rezygnują z przypadkowego seksu.
Przestańmy więc w imię źle pojętej tolerancji nazywać szambo perfumerią a zwykłe chamstwo „inną kulturą”. Piszę w taki sposób bo uważam, że trzeba rozmawiać z nimi ich językiem, bo tylko tak można do nich dotrzeć aby nie zostać posądzonym o brak zrozumienia.

P.S. Do „szanowanych” autorytetów w stylu Pospieszalskiego czy Terlikowskiego (nie mówiąc o „ekspertach telewizyjnych” ds. „problemów społecznych”). Tak właśnie wyglądacie w oczach znacznej części społeczeństwa, z tym, że wy to chyba na poważnie mówicie.

Czytaj również