Białystok… WTF!?

Drukuj

To co się dzieje w Białymstoku przechodzi już ludzkie pojęcie. Instytucje zaufania publicznego kompromitują się niczym zespół Macierewicza, całkowicie i dogłębnie. Miałem już nie pisać tego artykułu, ale po przeczytaniu apelu środowiska pana doktora Boćkowskiego, o to aby go nie linczować ponieważ się przejęzyczył, stwierdziłem, że muszę. Szczególnie, że pisze się, że protestują głównie feministki. Moim zdaniem tego pana jak najbardziej powinno się zlinczować, do tego niekoniecznie, jak to niegdyś bywało przez powieszenie za szyję lecz za co innego.

Zacznijmy od początku.  Doniesienia, że białostocka policja i prokuratura pobłażają neofaszystom są bohatersko odpierane, pomimo statystyk, mówiących o ogromnym stopniu umorzeń spraw związanych z ksenofobią czy na przykład sytuacji kiedy to po bójce faszystów z Antifą, zostało zatrzymanych kilkudziesięciu najbardziej agresywnych jej uczestników. No traf chciał, że co do jednego byli to antyfaszyści, być może lubią bić się między sobą ale idźmy dalej. Potem cała Polska usłyszała o prokuratorze, który stwierdza, że swastyka to hinduski symbol szczęścia, więc malowanie jej na murach nie ma nic wspólnego z faszyzmem. Trzeba było aż kilku miesięcy (oraz linczu z rąk opinii publicznej), żeby ów znak szczęścia przyniósł prokuratorowi pecha i na szczęście został on odwołany.

Gwalt

Teraz mamy kolejny chyba jeszcze bardziej szokujący przykład na to jak przedstawiciel instytucji, zachowuje się odwrotnie niż powinien. Chodzi mianowicie o pana Boćkowskiego oraz jego środowisko (Podlaską Federację Związków Zawodowych Pracowników Ochrony Zdrowia), które ogłosiło, żeby „nie palić go na stosie krytyki”. Otóż człowiek ten jest seksuologiem (żeby być seksuologiem i mieć tak spaczone pojęcie relacji damsko – męskich trzeba być naprawdę odpornym umysłowo) i biegłym sądowym w sprawach o gwałt a mówi jak zwykły zwyrodnialec. Oto fragment jego wypowiedzi:

„Tu są dwie różne kwestie, należy rozróżnić gwałt, gdy kobieta zostaje zaatakowana, potraktowana w sposób bestialski, a co innego, gdy poszła z facetem na drinka lub spotkanie i potem jest zdziwiona, że doszło wbrew jej woli do stosunku. Dlaczego kobiety wstydzą się przyznać, że zostały zgwałcone? Bo często same nie wiedzą, co tak naprawdę się stało, sytuacja była niejasna. Przykładowo, gdy kobieta umawia się na randkę, nie jest chyba świadoma, kolokwialnie mówiąc, że mężczyzna zawsze jest nastawiony na seks. Dziwić może to zaskoczenie kobiet, które mówią ‚po fakcie’, że chciały się tylko pocałować, a tymczasem zdarzyło się więcej”.

Po takich słowach to się już tylko daje w mordę a nie pisze artykuły, no ale nic innego mi nie pozostaje. Uważam, i chyba nie tylko ja, że kobieta jak najbardziej ma prawo jak to ładnie ujął pan doktor „być zdziwiona”, że została zgwałcona gdy umówiła się na drinka. Po pierwsze nie wiem w jakich czasach on żyje, ale w dzisiejszych, kobiety dość często umawiają się na drinka z kolegami na przykład, czy w imieniu firmy, w ramach spotkania służbowego. Nie wiadomo kogo on bardziej w tym cytacie obraża. Kobietę, która jak mówi w innym fragmencie: „nie powinna spotykać się z mężczyznami jeśli nie chce seksu”, czy mężczyzn robiąc z nich gwałcicieli z natury. Bo nawet jeśli mężczyzna jest nastawiony na seks, to jeśli nie jest potocznie mówiąc psychopatą, nigdy kobiety nie zgwałci, szczególnie jeśli ją kocha. Do tego doktor ma wątpliwości mówiąc, że gwałty też wynikają z tego, że mężczyznom ciężko stwierdzić czy kobieta chce czy nie. Otóż jeśli mówi „nie”, a do tego wyrywa się i krzyczy to myślę, że z całą pewnością można stwierdzić, że stosunek odbywa się wbrew jej woli. To co budzi grozę, to fakt, że ofiary gwałtu w Białymstoku są kierowane właśnie do niego, prawdopodobnie w celu udzielenia im pomocy. To taki psychologiczny „doktor śmierć”, który zamiast ratować, wstrzykuję truciznę. Jego interpretacja statystyk również powala: „Fakt, że tylko 10 proc. kobiet zgłasza gwałt na policję, wynika też z nastawienia – dla jednej ten gwałt był wielką tragedią, dla innej niekoniecznie.” Nie wpadł na pomysł, że kobiety wolą gwałtu nie zgłaszać ponieważ obawiają się, że w trakcie śledztwa trafią właśnie na takiego jak on obrońcę gwałcicieli.

Ja jako mężczyzna czuję się urażony przedstawieniem mnie jako, bezmyślnego zwierzęcia, które gwałci kobietę („No weźmie na siłę chłop, no pewnie, że weźmie„) gdy tylko ona umówi się z nim na drinka lub nie daj boże pocałuje, bo nie rozróżnia słowa „tak” od słowa „nie”. Ciekawe jak pan doktor się zachowuje na randkach o ile na jakiejś był, bo jak widać nie wie, jak wygląda sytuacja gdy kobieta na seks się zgadza (zna widocznie tylko smak odmowy), zwykle nie trzeba być tytanem intelektu aby to stwierdzić. Poza tym, jak mniemam, jest on katolikiem, więc jak kobieta ma dożyć w czystości do ślubu nie spotykając się z mężczyzną (bo wg niego „jak nie chce seksu to niech się nie spotyka”)? Ciekawe co na te słowa powiedziałaby jego matka? Ciekawe czy byłaby z niego dumna, no chyba, że sam pan doktor został poczęty w wyniku gwałtu a matka uznała to za połączenie winy kobiety z rzekomą naturą mężczyzny (czyli za rzecz całkowicie normalną). Do tego nie znam wieku pana doktora, ale teraz jak zaprosi koleżankę na kawę, może ona poczuć się dość niezręcznie, skoro według niego powinna spodziewać się gwałtu. Chociaż jak to bywa chyba szczególnie u tych głęboko wierzących, są kobiety, „porządne” (czyli te co nie lubią seksu) oraz, te które można gwałcić (bo na przykład miały wcześniej wielu partnerów). No ale generalnie, tak wypaczone poglądy na stosunki damsko – męskie nie biorą się z niczego, zwykle są wyniesione z domu rodzinnego, więc moja teza na temat matki pana doktora nie służy wyłącznie obrażeniu go, lecz uważam ją za jak najbardziej prawdopodobną.

Czytaj również
  • E.G

    I takie indywiduum jest biegłym sądowym… Źle się dzieje w Białymstoku.