Czarny koń przyszłych wyborów?

Drukuj

Moim zdaniem nadchodzące wybory mogą przynieść wiele niespodzianek. Patrząc na obecny rozkład sił na polskiej scenie politycznej można wysnuć wniosek, że większość Polaków nie ma na kogo głosować (zawsze tak było, ale teraz szczególnie). Zarówno PiS jak i PO miały już swoje szanse. Wielu wyborców oczekuje, wręcz żąda radykalnych zmian. W pierwszych wyborach miała je przynieść „Solidarność” potem, po rozczarowaniu transformacją („Wałęsa dawaj moje sto milionów”) SLD z Kwaśniewskim (przestawione na demokrację) na czele. Potem znowu „nowa” już „partia” (która wyciągnęła wnioski z dawnych błędów i teraz jest już prawdziwą partią) jaką była AWS. Po jej porażce (20% bezrobocia i ogromna dziura budżetowa o kasach chorych nie mówiąc) znowu  „zreformowane”, „nowoczesne” SLD.

Gdy partia ta głównie za sprawą „Afery Rywina” całkowicie straciła zaufanie społeczne, pojawiły się dwie nowe: PiS i PO. Najpierw wygrało PiS (z Samoobroną i LPR, ale te zważywszy na to, że większość wyborców nie pociągała ideologia tylko konkretne korzyści jakie partie te według nich mogły zagwarantować ze względu na radykalny sposób działania, po niespełnieniu obietnicy popadły w całkowity niebyt. Bo ci co liczyli na korzyści nic nie dostali a ideowcy skreślili LPR za współpracę z PiSem), ale gdy i ono nie zdało egzaminu zawsze zostawało PO, które wygrało następne wybory i na tym jak na razie historia rewolucji co wybory się kończy (nie było jej w wyborach prezydenckich, ale osoba pełniąca ten urząd nie ma aż tak dużego wpływu na rzeczywistość).

Każda z liczących się partii rządziła już w obecnej formie a niezadowolenie społeczne nadal jest duże (patrząc na frekwencję, rosnące niezadowolenie z PO, brak skoku poparcia dla PiS oraz małe jak na razie partie jak PJN oraz RPP). Zajmę się właśnie Ruchem Poparcia Janusza Palikota (PJN ma szanse zastąpić PiS, ale nie będę teraz o tym pisać). Wydawałoby się, że jest to partia marginalna, skazana (ze względu na niekonwencjonalność lidera) na bycie na politycznym marginesie. Jednak należy pamiętać, że znaczna część Polaków całkowicie nie akceptuje tego co się obecnie dzieje w polskiej polityce, także do tej części nie trafiają argumenty o konieczności zmniejszenia poziomu agresji w debacie publicznej bo sytuację trzeba radykalnie zmienić a łagodne, wzajemne poklepywanie się po plecach tylko ją utrwala, tak więc kojarzy się ono z legitymizacją obecnego stanu rzeczy. Dla wielu polska (i być może nie tylko) polityka jest absurdalna. To teatrzyk gdzie wszyscy zachowują się poprawnie a (być może przez to) nic się nie zmienia i sytuacja jest zła. Przy czym wydaje się jakby każdy robił co mógł.

Wtedy można dojść do wniosku, że ten teatrzyk może ładnie wygląda ale źle działa (kłótnie o to żeby teatrzyk wyglądał ładniej, są dla wielu bezcelowe). Tak więc poważne podejście do sytuacji absurdalnej (patrząc z szerszej perspektywy i pomijając to, że ci co nie znają czegoś innego albo znają PRL uważają, że to normalne, jednak większość ludzi ma od polityków oczekiwania, które nie są zaspakajane i nie chodzi tu o funkcję kontrolną państwa lecz opiekuńczą, za co politykom się płaci, oczywiście powodów może być bardzo dużo i mogą być całkowicie różne, wręcz przeciwne ale to nie o tym) może być odbierane jako niepoważne (i na odwrót). Idąc tą logiką, wszyscy politycy zachowują się poprawnie (w sensie sceny nie kulis, bo te kulisy to realnie wpływające na zmianę decyzje lub ich brak), a ktoś kto te kulisy zna, łamie przyjęte normy (ich) gry na scenie (na scenie dyskutuje się o kulisach, o których mówi się ładnie i bez złości, czyli jakby wszystko było „OK”). Skoro politycy na scenie zachowują się w miarę ładnie (nie przeklinają, jak „kulturalni ludzie”) a za kulisami nieładnie co każdy z nas wie z efektów, które widzi wokół siebie (nie polepszają znacząco sytuacji), to może ktoś kto ostro krytykuje nieładne zachowanie za kulisami (one są najważniejsze, a przez to, że je krytykuje nie wchodząc w przewidziane nic nie zmieniające schematy i formy krytykowania) działa w zgodzie z normami samych obywateli?

Być może dla wyborców z pozoru absurdalne zachowanie w sytuacji tylko z pozoru normalnej jest racjonalne, może tylko tak można coś zmienić a nie zrobi się tego biorąc udział w towarzystwie wzajemnej adoracji jak wielu widzi politykę i biznes (a ich członkowie mają decydujący wpływ na rzeczywistość). Bo czy łagodna reakcja na absurdalne sytuacje jest tym czego chcą wyborcy? Czy może wolą aby ktoś wreszcie zdecydowanie się za ten bur… wziął? I chodzi tu o państwo a nie kraj w znaczeniu narodu tak jak postuluje PiS. Byciem osobą łagodną i konwencjonalną niewiele się zmieni a Polacy tych zmian oczekują. Tak więc jeżeli Janusz Palikot udowodni, że poza quasi artystycznymi happeningami, potrafi zrobić coś „na poważnie” (w tym tradycyjnym znaczeniu, bo moim zdaniem jest to jeden z  najbardziej poważnie podchodzących do bycia politykiem osób), i  coś rzeczywiście zmienić to jest to mój typ na czarnego konia w najbliższych wyborach. Tym bardziej, że dla wielu wyborców o lewicowych (w sensie światopoglądowym) poglądach nie ma na kogo głosować, dla wielu obecnie lewicy po prostu nie ma, tak więc moim zdaniem każda nowa partia będzie miała w tych wyborach niespotykane od czasów Tymińskiego szanse (tym bardziej, że jego współpracownikiem jest Piotr Tymochowicz, który potrafił Polaków przekonać do Leppera, także w działaniach RPP z pewnością możemy się spodziewać czegoś niespodziewanego).

Czytaj również