Edukacja seksualna

Drukuj

Każdego kto jest przeciwnikiem edukacji seksualnej w szkołach zachęcam do przeczytania listów nadchodzących do redakcji magazynów dla młodzieży, można się z nich dowiedzieć na przykład tego, że podczas pierwszego razu nie można zajść w ciąże a najlepszym środkiem antykoncepcyjnym jest coca cola. Generalnie rzecz biorąc poziom wiedzy na temat antykoncepcji czy ogólnie rzecz biorąc bezpiecznego seksu jest zatrważający. Posiadana wiedza pochodzi najczęściej od równie „poinformowanych” rówieśników. Skutkiem niedoinformowania nie jest jak chciałby kościół celibat nastolatków, lecz niechciane ciąże, choroby przenoszone drogą płciową, czyli po prostu wiele ludzkich dramatów. Można temu zapobiec w bardzo prosty sposób, poprzez doinformowanie młodzieży w tych sprawach, które bez wątpienia ją interesują. Szkoła oprócz czysto technicznych spraw powinna również uczyć, że seks nie jest niczym złym, o konieczności szacunku dla partnera, generalnie że jest to naturalna dla człowieka rzecz. Dla tego zdecydowanie nie powinni się nim zajmować przedstawiciele kościoła czyli księża czy katecheci (nie tylko z powodu jedynie teoretycznej wiedzy). Wychowanie seksualne według księży polega na przekonaniu młodzieży żeby tego seksu nie uprawiała bo jest on czymś złym (chyba, że służy prokreacji w małżeństwie), nie dość, że wprowadza to mętlik w głowach tych młodych ludzi, którzy seks i tak będą uprawiać, to jeszcze nie daje im żadnej konkretnej wiedzy. Aby nie być gołosłowny przytoczę jeden z wielu przykładów, o których czytałem.
Katechetka rozpoczynająca zajęcia na ten temat, ugryzła jabłko, wyrzuciła je do kosza po czym stwierdziła, że to jest właśnie dziewczyna, która uprawia seks przed ślubem. Myślę, że zachowanie to wywołało raczej śmiech i  politowanie wśród uczniów (pogląd ten jest dość archaiczny). Jednak gdyby ktoś wziął te słowa na poważnie to konsekwencje tego mogą być wręcz niebezpieczne. Jak to ma uczyć szacunku do partnera gdy katechetka porównuje dziewczynę do śmiecia, który należy wyrzucić do kosza (w mniej drastycznej wersji słyszałem o nazwaniu „takiej” kobiety rozpakowanym prezentem), można z tego wyciągnąć wniosek, że jedyne co kobieta może dać mężczyźnie to własne ciało, i poza tym nie ma wartości. Nie mówiąc już o tym, że wspomniana katechetka nie powiedziała nic o mężczyźnie jako o tym który traci honor, lecz jako o tym, który może ten honor odebrać. Idąc tym tropem mężczyzna nie powinien szanować kobiety, która nie jest już dziewicą ale w myśl chrześcijańskiego miłosierdzia współczuć jej utraconej godności i stania się kobietą upadłą. Myślę, że na niektóre dziewczyny o nieukształtowanych jeszcze poglądach (które uprawiały seks z chłopakiem, do którego coś czują, czy który im się podobał) może to podziałać lekko deprymującą (bo chyba nikt nie myśli, że takimi słowami przejmie się młoda galerianka). Dla tego właśnie jestem zdecydowanym przeciwnikiem mieszania się kościoła w życie seksualne w szkołach państwowych, które nie leżą przecież w gestii tej instytucji. Swoje poglądy na ten temat może prezentować na przykład podczas mszy czy organizując specjalne spotkania dla młodzieży, żyjemy w wolnym kraju. Tylko ciekawy jestem kto na te spotkania przyjdzie, a nawet jeśli to jaki będzie odsetek dziewic, bo obawiam się, że niewielki.
Jest również przeciwny biegun, który jest wszechobecny. Seks staje się towarem służącym do skonsumowania. Taką wizję promują mające o wiele większy wpływ na młodzież teledyski, magazyny czy programy. Uczą one młodych ludzi, że są przedmiotem wymiany i, że muszą się jak najlepiej sprzedać, najlepiej właśnie za pomocą swojej seksualności, stąd znowu można wysnuć wniosek przeciwny, że jesteś nikim jeśli nie uprawiasz seksu. Dla tego brakuje właśnie tego podejścia zdroworozsądkowego, które młodzież powinna nabyć właśnie w szkole. Przy okazji takich zajęć warto nauczyć młodzież stawiać granicę, informować je, że każdy ma prawa seksualne, które są częścią praw człowieka, tak aby młoda molestowana przez nauczyciela dziewczyna nie myślała, że na to zasługuje bo nie jest dziewicą (czyli wyrzuconym do kosza jabłkiem). Prowadzić takie zajęcia z pewnością powinni psychologowie, którzy wiedzę o człowieku i jego seksualności (pochodzącą z naukowych badań) mają największą. Do tego jest to wiedza pozbawiona przesądów i mitów. Razem z tą wiedzą powinny być przekazywane wartości humanistyczne mówiące o człowieku jako o podmiocie a nie przedmiocie transakcji. Bo faktem jest, że każdy ma potrzeby seksualne a ich brak świadczy raczej o zaburzeniu niż o świętości jak chcieliby niektórzy. Każdy człowiek ma prawo uprawiać seks i ma prawo do decyzji jak, gdzie, kiedy i z kim będzie go uprawiał. Szkoła powinna uświadamiać zagrożenia jakie się z tym wiążą i możliwości ich niwelowania. Myślę, że wprowadzenie edukacji seksualnej nie ma złych stron o ile jest ona właściwie przeprowadzana ponieważ nadmiar wiedzy jeszcze nikomu nie zaszkodził i nie godzi to w niczyje wartości. Samo mówienie o tym, że istnieją metody antykoncepcyjne daje jedynie wybór, który każdy podejmie według własnego sumienia i systemu wartości.

Czytaj również