„Intifada marginesu społecznego” kontra ostatnie podrygi marginesu intelektualnego (ciemnoty)

Drukuj

Dla wyjaśnienia pojęcia zawartego w tytule a użytego przez niejakiego Danny’ego Krugera (dziennikarza „Financial Times”) dla określenia demonstrantów, którzy wszczęli zamieszki na ulicach angielskich miast, „margines społeczny” to według ludzi pokroju tego pana (jak sam określił, należących do „wyższej kultury”, tylko ciekawe czy wyższej niż naziści bo ci nie mieli sobie równych) każdy kto mieszkając w Anglii nie wyznaje „ogólnie uznanych norm społecznych” (gdzie ogół to elektorat konserwatystów, najlepiej po „sześćdziesiątce”), nie pije herbaty o piątej po południu, nie robi kariery w korporacji (czy gdzie indziej) a co najgorsze nie pracuje osiem godzin dziennie od poniedziałku do piątku (lub chyba jeszcze gorzej pracuje a nie chce). Myślę, że tacy dziennikarze będą w ten sposób określać wszystkich tych, którym jednak jak widać nie podoba się wspaniały i jedynie słuszny (liczący sobie ładnych paręset lat) model społeczeństwa proponowany przez konserwatystów, dopóki w BBC nie zobaczą na przykład własnego syna czy córki (a z takim „tatusiem” to bardzo możliwe), bo jestem pewien, że nie są to protesty gangsterów bo ci rzadko protestują i inaczej walczą o swoje prawa (żeby była jasność ich sposobu walki o „honor” czy dostatek a już tym bardziej o seks zdecydowanie nie popieram). Mówię tu o porządku gdzie każdy zna swoje miejsce i jest z niego zadowolony, co prowadzi do porządku społecznego (notabene niewiele się różniącego od tego w więzieniu czy mafii). No jak widać nie do końca bo tam gdzie jest hierarchia, szczególnie społeczna (bo na przykład jeśli ktoś jest na jej dole w drużynie, może wrócić do domu i nie myśleć o tym, w przypadku hierarchii społecznej, która totalnie określa, lub stara się określić tożsamość jednostki w niemal każdej sferze jej życia, musiałby opuścić społeczeństwo, oczywiście niekoniecznie fizycznie) tam zawsze ktoś będzie na przysłowiowym końcu (i niekoniecznie będzie się z tego cieszył). Nie dziwię się panu dziennikarzowi „Financial Times”, czy panu premierowi, że taki stan rzeczy jak najbardziej im się podoba i nie leży w ich interesie jego zmiana (jednak czemu nazywają go „dobrem obiektywnym” a nie na przykład „subiektywnym” czy „osobistym”, jeszcze do niedawna mieszając w to wszystko Boga, bo to On tak chciał), jednak tam gdzie ktoś jest „lepszy”, „ważniejszy” czy „wyżej” tam siłą rzeczy musi być ktoś „gorszy”, „mniej ważny” czy „niżej”. I na prawdę proszę nie używać argumentów, że „każdy sobie sam zapracował” bo mówienie o równych szansach na zdobycie „pozycji społecznej” (czyli celu życia każdego konserwatysty, przy czym nie dochodzi do nich, że istnieją różne światopoglądy, na przykład taki, że politycy to „złodzieje” i, że wraz z prawnikami czy dziennikarzami wcale nie są moralną elitą, myślę, że dość popularny, szczególnie w naszym kraju. Chociaż konserwatyści swój światopogląd nazywają „ogólnie przyjętym”, tylko ciekawe przez kogo) przez księcia Williama i czarnego imigranta z getta jest trochę śmieszne (chociaż na pewno nie dla tego drugiego).

http://www.flickr.com/photos/42665617@N07/6021961819/sizes/m/in/photostream/

Tutaj nasuwa się pytanie: Czemu ci ludzie protestują? Bo przecież zamieszki, szczególnie tak gwałtowne, jakby ich nie oceniać moralnie czy za pomocą norm społecznych (siłą rzeczy są łamaniem konserwatywnych norm społecznych, bo podstawową normą społeczną według konserwatystów jest konieczność uznawania tradycyjnego porządku społecznego wraz z jego hierarchią więc sama niezgoda na niego już stawia niezgadzającego się na marginesie z ich „powszechnie przyjętego” punktu widzenia), to jednak zawsze świadczą o tym, że coś się tym ludziom jednak nie podoba. Zarobki nawet na najgorzej płatnych stanowiskach pozwalają na godziwe życie (a Polakom jeszcze na kupno samochodu lub nawet mieszkania w Polsce), zasiłki też są spore (nawet po cięciach nieporównywalne z tymi w Polsce), tak więc pieniędzy tym ludziom nie brakuje, a na pewno nie na tyle, żeby reagować w ten sposób, wiele skądinąd ryzykując (bo myślę, że kilka miesięcy więzienia za same chwile radości to kiepski interes, oczywiście angielskim „elitom moralnym” pewnie wydaje się, że nigdy do tego więzienia nie trafią, ze względu na fakt, że są „elitami moralnymi” a tych nie można przecież oceniać tymi samymi kategoriami co motłochu nawet jeśli zdarzy się jakiś drobny szwindelek, więc inaczej na to patrzą).

Angielskie społeczeństwo, pomimo upływu lat jest bardzo silnie podzielone na klasy społeczne i myślę, że to najbardziej przeszkadza buntującym się młodym ludziom. Że pomimo tego, że często w żaden obiektywny sposób (poza na przykład sposobem mówienia) nie odstają od tych „lepszych” (ich zachowanie, na które powoływał się dziennikarz jest efektem poniżania ich a nie przyczyną jak chcieliby konserwatyści, bo jak inaczej nazwać określanie kogoś „podklasą”, „marginesem” czy innymi faszystowskimi terminami, dobrze, że nie mówią, że to „podludzie”, tylko dlatego, że ten ktoś ma problemy finansowe, stracił pracę, myśli inaczej, czy nie goni za karierą, urodził się na takiej a nie innej dzielnicy, lub lubi w inny sposób spędzać czas, przyczyn oczywiście może być bardzo wiele, ale główną jest inność w stosunku do założonego przez konserwatystów modelu), to są określani jako ci „zajmujący niższe pozycje społeczne” i atakowani zewsząd „przemocą symboliczną”, która jednak ma tylko częściowe zastosowanie bo nic nie jest silniejsze od przemocy tradycyjnej. Bo nawet noblista gdy spotka na ulicy gangstera to ma nikłe szanse na wygraną, definiowaną tu jako odparcie ataku, nawet a raczej chyba szczególnie jeśli zacznie mówić, że jest wyżej w społeczeństwie od niego i gangster ma się mu podporządkować. Przed takimi sytuacjami chroni noblistę ochrona lub policja czyli też przemoc fizyczna, jednak w sensie globalnym to bardziej gangsterzy a nie nobliści są uznawani za margines, bo „noblistom” za pomocą przemocy symbolicznej udało się takie widzenie świata narzucić (pomimo, że nie zawsze było ono uzasadnione bo na przykład teorie naukowe sprzed stu czy nawet pięćdziesięciu lat są niedorzeczne a czasem całkowicie niemoralne (i niedorzeczne), jak na przykład eugenika czy test IQ, który sto lat temu wykazał, że 90% przybywających do USA Niemców, Żydów i Włochów, jest upośledzona umysłowo (były nieznaczne różnice, około kilku procent). Szanowny Pan Naukowiec będący do dzisiaj pomnikową postacią psychologii nie wpadł na prawie tak genialny jak on pomysł, że przybysze mogą nie wiedzieć gdzie leży Missouri nie ze względu na to, że są niedouczeni lecz na przykład dla tego, że mieszkają w innym kraju. Nie mówię już o tym, że mam całkiem uzasadnione podejrzenia, że Pan Naukowiec nie spostrzegł w całej swej genialności, że nie każdy mówi po angielsku i to nieznajomość języka u imigrantów była przyczyną niskich wyników na pierwszym teście IQ, bo jakaś przyczyna musiała być i z pewnością, patrząc na USA nie był to rzeczywiście niski poziom inteligencji przyjezdnych, szczególnie, że chodziło tu o wynik skrajnie niski (upośledzenie umysłowe) a nie tylko niższy niż Amerykanie (co pewnie było ukrytym założeniem tych badań). Poglądy Pana Naukowca wydają nam się dzisiaj totalnym idiotyzmem jednak kiedyś nazywano je inteligentnie brzmiącym terminem „etnocentryzm” i popierała je całkiem spora część elit intelektualnych (oczywiście z wyjątkiem jakichś wykolejeńców, którzy podważali dorobek stu czy nawet dwustu lat badań naukowych). Nie wspomnę już o amerykańskich socjologach, którzy dopiero jakieś pięćdziesiąt lat temu zorientowali się, że wyników badań małego miasteczka nie można ekstrapolować na całe społeczeństwo a już szczególnie na całą ludzkość jak niektórzy chcieli. Czyli mówiąc bardziej ludzkim językiem, to, że tak jest w małym amerykańskim miasteczku, nie znaczy, że tak wygląda całe społeczeństwo amerykańskie a już na pewno nie, że cały świat, to tak jakby nie robić wyborów tylko ogłosić wyniki po prawyborach w wybranym przez socjologów mieście, jak wiadomo wyniki prawyborów bardzo się różnią od wyników z całego kraju, lub innych małych miast). Pewnie wielu wydaje się to oczywiste i prawdziwe, że to noblista jest wyżej w społeczeństwie jednak na przykład w starożytnej Sparcie byłoby na odwrót, tam noblista zostałby zabity tuż po narodzinach jako słabsza jednostka (przecież większość geniuszy cierpiała na najróżniejsze choroby i była dosyć wątła już nie mówiąc o samym Darwinie, który swoim przykładem podważał swoją teorię „doboru naturalnego”, co nie oznacza oczywiście, że cała jego teoria jest bezwartościowa bo bardzo często bywa, że większość teorii klasycznych intelektualistów jest dzisiaj uznana za fałszywe natomiast (często niewielka) część dorobku, która została potwierdzona zrewolucjonizowała dotychczasowe myślenie o człowieku czy świecie i dała początek współczesnej nauce, tak jak na przykład sama idea, że istnieje coś takiego jak inteligencja i, że można ją zmierzyć, pomimo tego, że jej wykonanie u wcześniej wspomnianego Pioniera Pana Naukowca mówiąc eufemistycznie „lekko szwankowało” i do tego nie był to przypadek, błąd czy pomyłka tylko zwykły rasizm, który przesłonił naukowcowi fakty. Przykład Sparty nie jest aż tak daleki historycznie bo wystarczy zapytać o to kto stoi wyżej w hierarchii społecznej łysych panów mieniących się „patriotami” i do tego „najprawdziwszymi”, według, których „Polska dla Polaków” (tylko ciekawe jak rozwiązują problem zagranicznych turystów?), którzy całkiem niedawno zasiadali w parlamencie jako „Młodzież Wszechpolska”, oczywiście ta jako tako prezentująca się część (dla wielu nie jest to najlepszy przykład bo „cały parlament to margines społeczny”).
Aby nie być gołosłownym chciałbym przypomnieć, że nie tylko czarnym przestępcom (do tego „brutalnie uogólniając, niewychowanym”) nie podoba się porządek promowany przez Camerona. Całkiem niedawno siedziba konserwatystów została zdemolowana nie przez kogo innego tylko angielskich studentów (oczywiście najprawdopodobniej do demonstracji jak to zwykle bywa w takich sytuacjach podłączyli się anarchiści, jednak jedno nie wyklucza drugiego, w końcu czarnych studentów, anarchistów na pewno też nie brakuje, do tego na pewno wielu pochodzi z biedniejszych dzielnic, co chyba nie podobało się Cameronowi, który podwyższył czesne chyba w obawie przed zdeprawowaniem angielskiej: „bananowej młodzieży” przez zbyt ambitnych biedaków. „Bananowa młodzież” najlepiej chyba pokazuje, że można żyć w zgodzie z normami społecznymi (według, których oni to ci lepsi) nie szanując społeczeństwa (czy „ludu”, bo oni to ci gorsi). Oczywiście jak to bywa w takich sytuacjach, protestują nie tylko ci, którzy przez niesprawiedliwość są pokrzywdzeni czy stoją na gorszej pozycji (przez niesprawiedliwe określenia, tylko jak wiadomo mają one moc wyłącznie jeśli społeczeństwo też ich używa zgodnie z przeznaczeniem, czyli poniżeniem członków innej kultury), lecz także ci, dla których sprawiedliwość jest wartością samą w sobie (w PPSie byli przedstawiciele nie tylko robotników ale też szlachty i to tej bogatej jak na przykład niejaki Józef Piłsudski) i nie potrafią bezczynnie patrzeć jak ci „najbardziej moralni” przez lata zachowują się niemoralnie i niekulturalnie (poniżając różnymi „naukowymi określeniami” i oczywiście kulturalnymi, co skutkuje mniejszymi de facto prawami społeczno-publicznymi określanych) wobec tych „mniej moralnych” i „niekulturalnych” (czy nazywanie kogoś chamem jest kulturalne?), przez co ci drudzy w końcu się „wkurzyli” zaczynając atakować symbole społeczeństwa, czy ideologii społeczno-politycznej (kiedyś jedynej i oczywistej), według, której są obiektywnie gorszą kategorią ludzi (bo to co innego niż kogoś nie lubić, wtedy mówimy o subiektywnie gorszej), ale i tak trzeba ich szanować (tutaj dochodzi zakłamanie i fałszywość ). Sposobem w jaki wyrażają swoje wkurzenie (może ktoś zna lepszy, w sensie skuteczniejszy? Bo jak wiadomo, nie wiedzieć czemu ludzie ci nie mają dostępu do mediów, czy szczególnie polityki i nie chodzi mi tu o gangsterów) dodatkowo utwierdzają konserwatystów, że to oni są ci lepsi bo „oni się tak nie zachowują”. Może nigdy nie mieli powodu… za to bardzo często go dają innym „grupom społecznym”. Reasumując nawet człowiek, który obiektywnie mógłby być zakwalifikowany do tych „lepszych” (dobra praca, rodzina, przykładne życie i tak dalej) może niekoniecznie chce być kojarzony, czy jeszcze gorzej zostać wmanewrowanym do świata „świń”, w swoim subiektywnym mniemaniu (pretendującym do miana prawdy obiektywnej). W mniemaniu „świń” tych „wyżej” czy „wyższych” sam nie wiem jak to dokładnie jest, ale generalnie przedstawiają się jako członkowie „wyższej kultury” dobrze, że nie rasy bo to już całkiem źle brzmi poza tym byłby to rasizm (rasizm kulturowy jeszcze zakazany nie jest). Tylko, że problem polega na tym, że mówienie: „jestem przedstawicielem wyższej kultury” jest nonsensem takim jak „grupa indywidualistów” czy „polityk z ramienia anarchistów”, lub aby dobitniej pokazać o co mi chodzi: „cnotliwa prostytutka”, bo przecież wywyższanie się siłą rzeczy będące poniżaniem jest chyba najbardziej niekulturalnym zachowanie i objawem chamstwa. Ktoś powie, że nazywam ich świniami też jest niekulturalne. Dla mnie czasem istnieją wyższe wartości niż kulturalne zachowanie, bo na przykład najazd policjantów na dom przestępcy też jest bardzo niekulturalny (do tego nawet nie zadzwonią wcześniej), już nie mówiąc o nazywaniu go mordercą. Innymi słowy moim zdaniem bycie kulturalnym wobec chamów jest bardzo niekulturalne.

Reasumując teraz tylko czekać aż siedziba „Financial Times” spłonie. Jednak chciałbym przekazać Danny’emu Krugerowi aby się nie martwił. Znając ten margines społeczny, który teraz protestuje, grozi panu co najwyżej złamanie nosa jeśliby przez przypadek był pan akurat w redakcji, bo z tego co wiem to na niektórych dzielnicach nie lubią takich określeń (jakich pan użył). Wspominając tak „na marginesie” (he he)   na pewno takimi określeniami, nie ostudził pan zapału tego kwiatu młodzieży londyńskiej (ewentualnie zmienił pan cele strategiczne).
I na koniec pytanie do niezdecydowanych: Z kim wolał(a)byś żyć? Z bałaganiarzem, który nie zabrania ci utrzymywania czystości czy z pedantem, który uważa utrzymywanie czystości za twój moralny i „boski” obowiązek wobec społeczeństwa? Szczególnie jeśli masz osobny pokój. To z cyklu „co odróżnia konserwatystę od liberała?” (co nie znaczy, że każdy liberał to bałaganiarz, kluczowa jest tu możliwość wyboru, bo w końcu „jeśli zabałaganione biurko świadczy o bałaganie w umyśle to o czym świadczy puste biurko?”).

Czytaj również