Donald Tusk nie będzie negocjować prawdy o katastrofie smoleńskiej

Drukuj

W trwającym w momencie pisania tego artykułu programie Moniki Olejnik premier stwierdził, że jest przeciwnikiem czynienia z prawdy o katastrofie przedmiotu negocjacji politycznych. Chociaż nie zaprzecza, że Rosja pominęła niekorzystne dla siebie fakty, to zaleca cierpliwość w tym temacie i zaczekanie na wyniki polskich badań. Poza tym dodał co wielu wydawało się oczywiste, że wcale nie jest tak, że raport MAK nadwyrężył wizerunek Polski na arenie międzynarodowej, z prostego powodu, otóż media zagraniczne aż tak wynikami tego śledztwa się nie interesują i nic w tym dziwnego bo żadne dochodzenie katastrofy nie odwróci. Myślę, że bardzo dobrze usłyszeć głos rozsądku premiera, który nie poddał się „szałowi” jaki miał miejsce po publikacji raportu MAK. Rzeczywiście dla Polski upokarzające mogłaby być właśnie walka o zmianę tego raportu, a nie brak reakcji czy reakcja spokojna nie dążąca do zakazu publikacji. Moim zdaniem dobrze, że premier Donald Tusk powiedział, żebyśmy zaczekali do końca naszego śledztwa, bo rzeczywiście w oczach międzynarodowej opinii publicznej raport Mak wcale ważniejszy nie będzie. Poza tym moim zdaniem i tak nie było w nim nic strasznego z punktu widzenia zachodnich mediów, nic co by odebrało honor gen. Błasikowi, ani nic co by przedstawiało Polaków jako nieprofesjonalnych, lubiących brawurę, nierozsądnych ludzi (to opinie samych Polaków). Należy też dodać pewną bardzo ważną rzecz. Otóż kontrolerzy poinformowali dużo wcześniej naszych pilotów o sytuacji na lotnisku, a zwyczaj (o czym powiedzieli specjaliści w tej sprawie podczas konferencji) mówi, że wieża nie narzuca swojego zdania pilotom (chyba szczególnie gdy jest to samolot prezydenta obcego państwa) tylko zawiadamia o sytuacji i na tej podstawie załoga samolotu sama podejmuję decyzję, a mądry (co do tego, że decyzja była błędna) to każdy jest teraz. Na pilotów była wywarta duża presja i nie chodzi tu nawet o tą bezpośrednią (o której mówi raport MAK). Wydarzenie, na które starali się dotrzeć było tak ważne, tak dużo problemów mogło wyniknąć z lądowania na innym lotnisku, że w sumie jest zrozumiałe, że podjęli ryzyko, być może z tego co wiemy dzisiaj zbyt duże (piszę być może bo tak naprawdę nie wiemy jakie ono było z pewnością bardzo małe, jednak i tak jak wiadomo skończyło się źle). Poza tym nawet jeżeli prawdą jest, ze prezydent wywierał presję na pilotów to również nie jest to dla mnie nic kompromitującego bo prezydent moim zdaniem nie może się wszystkiego bać. O tym, że źle się to skończyło wiemy teraz a wyobraźmy sobie co by było gdyby niedługo potem premier Donald Tusk nie poleciał na miejsce katastrofy (a z pewnością było to ryzykowne).

Czytaj również