Nie rżnij Pan głupa Panie Kaczyński!

Drukuj

Oj dzieje się ostatnio… Bardzo wiele złego dla naszej biednej prawicy. Ciągle ich atakują. A to kościół a to Macierewicza i jego „komisję”. Nie wiem czemu prawica i kościół myśli, że jak wypowie słynne już formułki: to „atak na kościół” lub „atak na naukowców Macierewicza” to sprawa jest załatwiona, tak jakby sam atak na nich, nieważne czym podyktowany był czymś obiektywnie złym i źle świadczył o atakującym a nie o nich. Czy jeżeli mafia powie o działaniach prokuratury: „to atak na nas”, to uznamy to za jakikolwiek argument? No chyba bardzo dobrze, że was atakują, stwierdzimy. Jednak środowiska prawicowo-katolickie uważają jakąkolwiek  krytykę ich majestatu za coś złego.  Znamienne jest, że oni nigdy ale to nigdy nie odnoszą się do argumentów, albo robią to w sposób tak bezsensowny, że lepiej dla nich jakby milczeli (casus słynnego już 40 procentowego poparcia dla PiS gdy prezes się nie wypowiadał trzy miesiące). Czyli w praktyce wyglądało to tak. Media piszą na przykład o pedofilii w kościele, a co do pewnego czasu robił kościół? Otóż wcale się nie bronił, nie kłamał nawet, że pedofilii w kościele nie ma, tylko stwierdzał krótko: „to atak na kościół”. No dobra, być może ale gwałcicie dzieci i to ukrywacie czy nie? Kościół jednak nie uważał za celową odpowiedź na to pytanie. Do czasu oczywiście aż zorientowali się, że dowodów jest zbyt dużo i sprawy niczym w średniowieczu uciszyć groźbą klątwy się już nie da. Przyparci do muru w końcu przeprosili, jednak prawicowe media nawet wtedy rozważały czy biskupi zrobili dobrze dla organizacji czy nie, nie wspominając nic o dobru ofiar. Teraz, gdy już nie mogą kłamać, że pedofilia to jednostkowe przypadki, piszą, że to, iż kościół robi coś źle jest tylko pretekstem do ataków i chęci zniszczenia go. Czyli w domyśle, przyczyną jest jakiś podszept szatana, w duszach tych co krytykują. Należy jednak stwierdzić jasno, że gdyby kościół był w porządku, to by atakowany nie był. Czyli wszystkie nadużycia z pedofilią i jej bronieniem na czele są przyczyną walki z nim a nie do niej pretekstem.

Proponuję samemu ocenić czy to tylko różnica ostrości oraz, które z nich jest sfałszowane.
Proponuję samemu ocenić czy to tylko różnica ostrości oraz, które z nich jest sfałszowane.

Kolejną prześladowaną u nas grupą są „eksperci” Macierewicza, którzy skompromitowali się już tak, że bardziej się już chyba nie da. Najpierw światło dzienne ujrzał ich całkowity brak kwalifikacji do badania katastrof lotniczych, który stał się tematem licznych żartów, będąc dla nich pożywką tak dobrą, że słynny Faktoid, który ukazuje aktualne wydarzenia w bardzo krzywym zwierciadle, w prześmiewczy sposób nie musiał nawet przekręcać słów ekspertów (żeby ich ośmieszyć) po prostu je zacytował. Zaznaczam, że podstawą były własnoręcznie podpisane przez „ekspertów” zeznania w prokuraturze, także tutaj Kaczyński nie miał za bardzo pola manewru, gdyby były niepodpisane to jeszcze można by było powiedzieć, że oni to nie oni (oczywiście pojawił się zarzut, że były wybiórczo cytowane, no ale ciężko publikować kilkadziesiąt stron zeznań, a pod artykułem był link do całości). Gdy wydawało się, że gorzej dla nich już być nie może, Polska zobaczyła dwa znamienne zdjęcia. To pochodzące z oficjalnej komisji Laska i tej drugoobiegowej Macierewicza. Zdjęcia bardzo do siebie podobne, z tym, że na tym Laska widać skrzydło rozerwane wszerz a na tym Macierewicza, dziwnym trafem trochę rozmazanym widać w skrzydle dziurę co oczywiście miałoby sugerować, że nie mogło ono zostać przerwane przez brzozę, ewentualnie jakby się na nią nabiło, no ale skoro to niemożliwe to każdy racjonalny człowiek (bo tylko tacy wierzą w zamach) stwierdzi, ze miał miejsce wybuch. Eksperci Macierewicza, ekspertami od Photoshopa (a obawiam się, że od Painta) niestety się nie okazali i zapomnieli dodać osmaleń, no ale kto by się przejmował takimi głupotami. Oczywiście znaleźli się śmiałkowie, którzy postanowili Macierewicza (on sam ukrył się przed mediami) bronić. Jedna pani stwierdziła, że owszem jedno ze zdjęć jest sfałszowane, „tylko które?”. Chyba trudniej z nieostrego zdjęcia zrobić ostre i dodatkowo stworzyć wyrwę niż z ostrego zrobić nieostre i część wyrwy zamazać. Poza tym skąd niby owe zdjęcie mógł mieć Macierewicz a skąd Lasek? Tylko oficjalna, rządowa komisja miała dostęp do wraku a ta „drugoobiegowa” swoje rewelacje czerpała chyba z Google. Macierewicz gdy już skomentował sytuację, pogrążył się chyba jeszcze bardziej, stwierdzając, że zdjęcia wyglądają inaczej tylko z powodu różnicy w ostrości (oceńcie państwo sami czy to tylko różnica w ostrości). Zrozumiałbym jakby mówił takie rzeczy gdyby zdjęcia były tajne, ale są one ogólnodostępne i każdy może sam ocenić, że Macierewicz kłamie. Zadam teraz pytanie. Czy to są poważni ludzie? Jak się okazało, najprawdopodobniej zdjęcie pochodzi od rosyjskiego blogera, który wcale nie ukrywa, że je spreparował. Czyli kluczowy dowód mający udowodnić zamach i mogący wywołać wojnę co najmniej dyplomatyczną został znaleziony przez Google. Ci ludzie wykazali się brakiem powagi zarówno jeśli uważali, że tak niezgrabny fotomontaż się nie wyda (czyli jeśli świadomie wprowadzili społeczeństwo w błąd) jak i w przypadku gdy za koronny dowód i podstawę rozważań uznają zdjęcie znalezione w Internecie (czyli jeśli wprowadzili w błąd nieświadomie). Wspomniany w tytule Jarosław Kaczyński a za nim Niezależna.pl nie tracą jednak dobrego samopoczucia. Oczywiście w sprawie fotomontażu, który zobaczyć może każdy twierdzi wręcz, że „zostały pokazane zdjęcia, które w pełni potwierdzają tezy prof. Biniendy” mówi też o niesłychanych i perfidnych atakach na szukających prawdy polskich uczonych. Nawet z zarzut o brak doświadczenia „ekspertów” odpiera na kolejnej miesięcznicy stwierdzając, iż aby wiedzieć, że media kłamią: „Wystarczy porównać dorobek tych, którzy kłamią, i tych uczonych, którzy zostali zaatakowani. Wystarczy porównać tę nicość i te osiągnięcia, niekiedy wielkie”. Tutaj wręcz nasuwa się tytuł artykułu. Nie rżnij Pan głupa Panie Kaczyński, przecież nikomu nie chodzi jakie kto ma osiągnięcia w nauce (na przykład w badaniach nad jakimiś prążkami) bo co to ma do rzeczy przy badaniu katastrofy lotniczej? Przy rekrutowaniu członków komisji lekarskiej też będzie Pan mówił, że ktoś się nada bo ma wybitny dorobek w dziedzinie historii? Zdecydowaną większość Polaków interesuje jakie kto ma doświadczenie i wiedzę w dziedzinie, którą zajmuje się komisja czyli w tym wypadku w badaniu katastrof lotniczych.

Czytaj również