Nie są tacy straszni

Drukuj

Inaczej niż większość dziennikarzy, nie kocham polityki, nie lubię polityków. Nie pasjonuję się ich małymi czy wielkimi gierkami o władzę a od serialu House of Cards zdecydowanie wolałem polską „Ekipę”. Sam fakt zajmowania ważnego stanowiska nie daje jak dla mnie powodu do jakiegoś szczególnego podziwu. Nie lubię gdy z artykułu o danym polityku w magazynie opinii nie dowiaduję się nic o jego poglądach, ideałach, ustawach, które popierał czy wprowadzał, za to mnóstwo o tym jakim to wytrawnym graczem politycznym nie jest, jak bardzo się go boją wrogowie i generalnie jak wyglądała jego usłana politycznymi trupami droga na szczyt, a wszystko to okraszone jest miernie skrywanym podziwem. Szacunek u mnie wzbudza dopiero gdy dana osoba zrobi coś dla kraju a nie dla siebie czy partii. Do tego wychowywałem się słuchając muzyki punkowej, hip hopowej czy reggae, gdzie politycy byli na szczycie Babilonu, czyli piramidy zła. Czyli jak widać mam całkowicie inny punkt odniesienia i może dlatego, nagrane przez „Wprost” rozmowy nie zrobiły na mnie żadnego wrażenia, a jeśli już to pozytywne (pamiętając oczywiście, że to prywatne spotkanie), szczególnie gdy porówna je się do szumnych zapowiedzi usłyszenia czegoś niebywale dyskredytującego wręcz cały rząd.

To co mnie naprawdę po raz kolejny dziwi to drobnomieszczańskie oburzenie. Ten typ oburzenia jak wiadomo opiera się nie tylko na purytańskich poglądach obyczajowych, ale też zakłamaniu i dotyczy nie najważniejszych spraw, czyli istoty rozmowy, ale kwestii wizerunkowych. Bo wizerunek, reputacja, opinia innych jest tym co dla drobnomieszczanina mentalnego (nawet jeśli się dorobił) jest najważniejsze. Nie ważne co mówili, ważne, że przeklinali, bo od najważniejszych osób w państwie wymagają „poziomu”. Przy czym poziomu tego nie definiują realne czyny, poglądy czy wartości, ale sposób mówienia, zachowywania się przy stole, czy ubioru. Dla normalnego człowieka są to rzeczy drugorzędne, szczególnie u polityka, od którego nie wymagamy przecież, żeby „wyglądał”, „prezentował się”, lecz wielu dużo ważniejszych rzeczy. W skrócie chodzi tu o to, że dla niektórych forma czy wizerunek jest wszystkim. Treść nie dociera do ich ograniczonych przez konwenanse umysłów.

Kultura osobista polega na szacunku do drugiego człowieka, a nie na braku przeklinania tutaj ów szacunek jak na tak nieformalną rozmowę został zachowany. Można przecież pięknie i kwieciście potraktować kogoś jak psa, co o kulturze nie świadczy. Nie wiem czy tylko ja tak to odbieram, ale na przykład żart z Pawła Grasia naprawdę wydały mi się zabawne. Naprawdę, nie mogę pierwszy rzucić kamienia bo gdyby nagrać moje prywatne rozmowy o polityce podczas spotkań gdzie jest alkohol, to panowie mogliby ze swoimi kwestiami wystartować w konkursie poezji. Wszak ciężko mówić o polskiej polityce bez przeklinania. Podobno przeklinanie świadczy o uczciwości czy szczerości i coś w tym na pewno jest.

Po raz kolejny też rozgorzała dyskusja na temat etyki podsłuchiwania. Argument, że polityków powinno się oceniać tylko na podstawie tego co mówią publicznie uważam za bezzasadny. Bo co jeśli polityk prywatnie mówi zupełnie co innego i tym rzeczywiście się kieruje? Co gdy w prywatnej rozmowie mówi o jakimś przestępstwie? Mamy sprawę zostawić policji i nie informować obywateli? Mamy zignorować ujawnione prawdziwe motywy i patrzeć tylko na to co nam chcą przekazać w kampanii wyborczej i tylko to komentować? Politycy bardzo by tak chcieli, ale niekoniecznie byłoby to dobre dla społeczeństwa. Ma ono prawo poznać prawdziwe oblicze polityka, a nie tylko to stworzone na użytek mediów. Zaznaczam, że „taśmy prawdy” nie dotyczą życia prywatnego. Pomimo, że spotkanie było nieformalne, to obecni na nim byli politycy, którzy rozmawiali o sprawach państwa, a więc rozmowa dotyczyła nas wszystkich. A skoro tak to mamy pełne prawo być o niej poinformowani. Padają też argumenty, mówiące w skrócie o tym, że władza ma pełne prawo nas podsłuchiwać, ale podsłuchiwanie władzy jest już przejawem braku patriotyzmu. Zgadzam się, że ta relacja nie jest i nie może być symetryczna. Ale to władza ma działać na korzyść obywateli, a nie obywatele na korzyść władzy i to obywatele mają większe prawa bo to oni są suwerenem. Ktoś tu chyba nie czytał konstytucji, albo czytał, ale nie zrozumiał tej jakże prostej i podstawowej dla nowoczesnych społeczeństwa zasady. Ludzie władzy są w pracy. Poza tą pracą mają takie same prawa jak reszta obywateli ale nie podczas niej. Dlatego w pełni rozumiem i popieram decyzję redakcji „Wprost” o opublikowaniu tych materiałów, wręcz nie chciałbym żyć w kraju, gdzie prasa mając takie informacje zataja je przed obywatelami, ale jest też druga strona medalu. Nie można dać się wodzić za nos obcym służbom, czy innym grupom interesów, którym dobro Polski zapewne na sercu nie leży. Rolą mediów jest informować, ale rolą czytelnika (wyborcy) jest myśleć i samemu oceniać znaczenie danej informacji. Rolą polityka jest odpowiednio reagować. Myślę, że dobrze się stało, że premier nie poszedł na łatwiznę i nie pozbył się niewygodnych osób, bo nie można tańczyć jak nam zagrają grupy, które zapewne chciały zdestabilizować sytuację w kraju i zapewne nie robią tego z myślą o jej poprawie. Nie można sprawić aby osiągnęły swój cel. Inna sprawa, że „Wprost” moim zdaniem niepotrzebnie podgrzał atmosferę pisząc o zamachu stanu, bo zbyt wiele osób twierdzi, że nagrania są całkowicie kompromitujące i rząd powinien odejść, ale nie potrafi powiedzieć dlaczego.

z16167159Q

Premier w pierwszej chwili zdobył moje uznanie bo odniósł się do treści nagrań a nie zareagował niczym Amerykanie na rewelacje Wikileaks. Publikacja ujawniała łamanie wszelkich praw przez amerykańskich żołnierzy w Iraku, egzekucje bez wyroku, aresztowania niewinnych osób, gwałty i wiele innych przewinień. Jak relacjonował Jacek Żakowski, Pentagon zareagował oburzeniem i jednoznacznie potępił publikację. Brzmi trochę jak ponury żart z czasów realnego socjalizmu, bo spodziewalibyśmy się raczej potępienia nadużyć czy wręcz zbrodni wojennych. Jednak ostatnie doniesienia o wejściu ABW do redakcji „Wprost” nie stawiają rządu w korzystnym świetle. Politycy od mediów powinni się trzymać jak najdalej, tutaj ta zasada niestety nie została zachowana, a należy pamiętać, że redaktorzy opublikowali informacje prawdziwe, mieli do tego nie tylko prawo, ale był to wręcz ich dziennikarski obowiązek. Konsekwencje (np. w postaci krytyki) powinny być wyciągnięte w przypadku zatajenia tych taśm a nie ujawnienia. Szczególnie, że do wyjaśnienia tej sprawy nie potrzebny był najazd na redakcję, można przecież po ludzku wezwać kogoś do prokuratury, a nie organizować pokazówki w stylu białoruskim.

Ktoś powie, że bagatelizuję sprawę a wobec polityków powinno się jednak jakieś wymagania mieć. Otóż mam i to bardzo wygórowane. Jednak nie wymagam od nich ładnego wysławiania się przy wódce we własnym towarzystwie, lecz zajmowania się sprawami kraju a nie własnymi karierami czy gierkami o władzę. I tutaj ku mojemu wielkiemu zaskoczeniu (patrząc na sposób zapowiedzi tych taśm) tak właśnie było. Oczywiście nie licząc rozmowy Sławomira Nowaka z Andrzejem Parafianowiczem, no ale ten pierwszy jest już na politycznym aucie, a ten drugi za chwilę się na nim znajdzie.

Można dyskutować czy ich rozwiązania problemów gospodarczych naszego kraju są słuszne czy nie, ale nie ma wątpliwości, że to o problemach naszego kraju rozmawiają a nie o własnych interesach. Oburzenie ministra Sienkiewicza na sposób działania niektórych instytucji czy państwa z całą pewnością nie jest tym co go kompromituje. Przecież wszyscy wiemy, że idealnie nie jest, a sposób myślenia o państwie wśród wielu jego przedstawicieli odbiega od tego jakbyśmy chcieli aby o nim myśleli. Bardziej kompromitujące byłyby stwierdzenia, że wszystko, w stu procentach działa jak należy, bo to oznaczałoby, że minister jest albo niezbyt mądry, albo niezbyt prawdomówny, a to bez wątpienia bardziej dyskwalifikujące cechy. Nie wiem jak się wysławiał jego pradziadek, ale gdyby przeczytać niektóre wiersze autora jego pokroju czyli Adama Mickiewicza, o których w szkole nie usłyszymy to dopiero dzisiejszym oburzonym by uszy zwiędły, a kompetencji językowych Mickiewiczowi odmówić z pewnością nie można. Można się przyczepić, że Sienkiewiczowi zależy na tym, żeby PiS nie wygrało wyborów, czyli wyglądałby to jednak na załatwianie swoich partykularnych interesów. Tutaj ciężko mi jednoznacznie to stwierdzić, bo też uważam, że rządy PiSu to byłaby katastrofa a nie jestem przecież w PO. To sytuacja, w której partykularny interes partyjny nakłada się na interes społeczeństwa, oczywiście w rozumieniu wszystkich, którzy nie chcą PiSu u władzy, bo zwolennicy tej partii mają z pewnością inne zdanie na ten temat. Jednak ze sposobu argumentacji, można wywnioskować, że w swoim (jak i moim oraz wielu innych Polaków) mniemaniu Sienkiewicz martwi się o Polskę.

Należy też dodać, że mieszkamy w kraju gdzie u władzy był Sojusz Lewicy Demokratycznej, a potem współrządziła „Samoobrona” więc na pewne sprawy patrzę inaczej. Ich „taśmy prawdy” przebijały nawet dialogi z filmów o mafii zarówno pod względem formy, czy języka jak i treści. Nie wspominając już o prostactwie jakie ujawniały. Także moim zdaniem naprawdę idzie ku lepszemu jeśli chodzi o poziom polskiej polityki, bo tutaj z politycznymi gangsterami z pewnością do czynienia nie mieliśmy. Fakt, że przez tyle godzin nagrywano nieformalne spotkania czołowych osób w państwie i nie licząc Nowaka i Parafianowicza, nie znaleziono dowodów na łamanie prawa nastraja wręcz optymistycznie. A co do języka przez nich używanego nie potępiał polityków nawet językoznawca prof. Bralczyk. Chyba każdy się zgodzi, że ciężko rozmawiać o sytuacji w kraju i nie przeklinać.

Czytaj również