O absurdach teorii skapywania

Drukuj

Warto słuchać głosów spoza własnego środowiska bo można się czasem dowiedzieć bardzo ciekawych rzeczy. Otóż dzięki papieżowi Franciszkowi dowiedziałem się, że istnieje coś takiego jak teoria skapywania. Znaczy od dawna wiedziałem, że są ludzie, którzy tak myślą, ale nigdy nie wiedziałem, że poglądy te mają rangę teorii a nawet swoją nazwę. Może dlatego, że głoszący ją skrzętnie ukrywają o co im chodzi, czemu z resztą w ogóle się nie dziwie. Teoria ta w skrócie polega na tym, że najlepiej jest pomagać najbiedniejszym dając (czy mniej od nich biorąc w formie podatków) pieniądze najbogatszym. Brzmi trochę absurdalnie i wygląda na czysty przypadek moralnego zakłamania. Oto żądając pieniędzy dla tych co mają ich aż nadmiar (nie wiedzieć czemu samemu do nich należąc), nie jesteśmy wcale chciwi, otóż my tak naprawdę dbamy o los najbiedniejszych, bo przecież dniami i nocami nie myślimy o niczym innym niż stworzenie miejsc pracy. Nie muszę chyba dodawać, że miejsca pracy nie powstają tak o sobie, albo z jakiegoś porywu dobroczynności lecz po to aby pracodawca mógł na nich zarobić, co nie jest jakoś szczególnie dziwne, tylko po co aż tak oszukiwać samego siebie, tylko po to aby móc uchodzić wśród podobnych sobie za wcześniej wspomnianego dobroczyńcę.

comment_FBPA4FwbVPji0CEs3rrgcom65aywLM4u,wat

Przypomina to sytuację ogrodnika, który uważa, że podlewając kwiaty nie ma sensu wlewać wody do doniczek (bo wtedy kwiaty wodę zmarnują), lecz można ją zagotować aby para poszła do chmur i dzięki temu spadł deszcz, po czym o dziwo okazuje się, że ogrodnik chciał sobie zrobić herbatę. Tutaj człowiekowi chociaż trochę bezstronnemu też z pewnością nasuwa się zrozumiałe przypuszczenie, że zwolennikom teorii skapywania wcale nie chodzi o los najbiedniejszych lecz o moralną legitymizację własnej chciwości. Jak by powiedział Freud, jest to czysta racjonalizacja własnych działań. Ja już wolę ludzi, którzy jak kogoś oszukują to wiedzą, że oszukują a nie są głęboko przekonani, że działają dla tego kogoś dobra. Skrajnym zwolennikiem teorii skapywania jest niejaki Janusz Korwin-Mikke, który kiedyś w mojej szkole tłumaczył nam, że on oczywiście jest za wolnością ale nie za wolnością do tworzenia związków zawodowych i to nie dlatego, że przez związki tak wielbieni przez niego ludzie biznesu mniej zarobią lecz o zgrozo, ponieważ ich istnienie nie leży w interesie pracowników. Grupa powstała aby walczyć o prawa pracownicze nie leży w interesie pracowników. No jak się trzeba natrudzić aby uzasadnić taką bzdurę. Oczywiście nasz niedoszły król miał na to argument. Stwierdził, że na przykład związek walczy o podwyżki a jak będą podwyżki to wzrosną ceny i pracownik mniej sobie kupi za pensję. Czyli co leży w „interesie pracownika”? Obniżki? Jak najniższe pensje? Wolny rynek? Pewnie ktoś powiedziałby, że to ostatnie, ale co to znaczy? Dlaczego mówimy, że działanie związku zawodowego nie jest mechanizmem rynkowym za to związek pracodawców już tak? Przecież to nie żadna niewidzialna ręka ustala pensje, tylko pracodawcy patrząc ile płacą inni pracodawcy. No chyba nie oczekujemy, że będą płacić więcej niż muszą? A jeśli spróbują to będą mieli problemy z konkurencyjnością. Nie trzeba chyba tłumaczyć, że na braku podwyżek skorzystają najbardziej właśnie pracodawcy, którzy będą mogli więcej zostawić dla siebie ale o ich zarobkach pan Mikke się nie zająknął. Oczywiście zwolennicy teorii skapywania powiedzą, że pracodawca zaoszczędzone pieniądze przeznaczy na inwestycje i miejsca pracy, ale nawet jeśli tak zrobi to tylko po to, żeby w ostatecznym rozrachunku mieć więcej dla siebie.

Moim zdaniem jak chce się rzeczywiście komuś pomóc to się daje pieniądze jemu a nie sąsiadowi. Jeśli chodzi o miejsca pracy to przecież taka osoba też je może stworzyć, ponieważ mogłaby wtedy generować popyt, czyli kupować (dając na przykład pracę sklepikarzowi na osiedlu), a nie gromadzić je na koncie. Tak więc uważam, że teoria skapywania jest słuszna ale tylko na odwrót. To biednym należy pomagać a wtedy bogatym coś skapnie. Bo chyba każdy się zgodzi, że pomagać finansowo bogatym a nie biednym to tak jakby budować fitness dla zdrowych zamiast szpitala dla chorych. Bogaci są już wystarczająco uprzywilejowani przez wolny rynek także dodawanie im kolejnych przywilejów zamiast praw biednym jest absurdem, a wyznawanie teorii skapywania świadczy moim zdaniem o zwykłej podłości i nie przekonują mnie argumenty, że mechanizmy rynkowe (czyli działania pracodawców) nie podlegają ocenie moralnej bo brak oceny też jest jakąś postawą moralną.

Czytaj również
  • Piotr Beniuszys

    Czytam i nie wierzę. Autor chyba nie słyszał jeszcze o Adamie Smithcie, którego teoria doskonale tłumaczy moralne aspekty działania na korzyść własną, ale wywoływania tym korzyści także dla innych. To się zwie homo oeconomicus. Warto się byłoby kiedyś z tym zapoznać…

    PS Przedstawione tutaj poglądy to klasyczne zaprzeczenie ideom liberalnym. Ale to chyba jasne?

    • Piotr Sokołowski

      Homo oeconomicus to wielokrotnie obśmiana przez nauki o człowieku, uproszczona i nieadekwatna do rzeczywistości wizja. Autor komentarza chyba nie czytał żadnej książki psychologicznej czy socjologicznej, żeby w XXI wieku powoływać się na tą teorię. Właśnie o tych niemoralnych aspektach mówię, a twierdzenie, że egoizm to tak naprawdę altruizm jest bardzo naiwne. To, że coś jest zaprzeczeniem idei neoliberalnych, czy korwinistycznym to nie znaczy, że liberalnych w ogóle. Polecam się zapoznać z czymś takim jak socjal liberalizm. Dla mnie skupywanie się na wolności gospodarczej jako najważniejszej wolności człowieka jest zaprzeczeniem ideom liberalnym, bo ta wolność jednych, ogranicza wolność drugim. Chciałem jeszcze nadmienić, że na przykład angielscy liberałowie z początków XX wieku mieli postulaty prawie identyczne z socjalistami jeśli chodzi o prawa pracownicze. Niezgadzanie się z jednym, sprowadzającym wszystko do gospodarki nurtem liberalizmu nie oznacza jeszcze sprzeczności z liberalizmem, który stawia na wolność w szerszym zakresie a również na wolność od biedy czy wyzysku, jak to ma miejsce we współczesnych jego odmianach.

  • Piotr Beniuszys

    Liberalizm integralny to wolność we wszystkich kluczowych obszarach: i polityczno-obywatelskim, i społeczno-obyczajowym, i ekonomicznym. I to równocześnie. Zaprzeczanie wolności w którymkolwiek z trzech powyższych oznacza, że mamy do czynienia z hybrydalną formą światopoglądową, zawierająca co prawda elementy liberalizmu, ale wykraczającą poza jego ramy. Mamy z tym do czynienia zarówno w przypadku współczesnych tzw. konserwatywnych liberałów (którzy niewiele mają wspólnego z autentycznymi konserwatywnymi liberałami XIX w.), jak i w powyższym tekście. Prawda: liberalizm to nie tylko wolność gospodarcza (jestem jednym z ostatnich, którzy byliby skłonni postawić taką tezę i wie to każdy, kto cokolwiek mojego kiedyś przeczytał). Nieprawda: liberalizmem można nazwać coś, co wolność gospodarczą jawnie odrzuca. Otóż, nie można. Tu nie USA.

    Uwielbiam, gdy odsyła się mnie do dawno przeczytanych lektur. Pragnę jednak zwrócić uwagę, że fakt, iż David Lloyd George i paru innych brytyjskich liberałów z lat 1905-1930 miało taki, a nie inny program polityczny, nie przesądza o tym, co jest, a co nie jest liberalizmem. To była ich interpretacja w określonych warunkach i poszli oni na wiele kompromisów, których zresztą byli świadomi (widać to w ich artykułach i pismach). Większość z nich też ostatecznie trafiła do Partii Pracy i nie był to przypadek.

  • Tomasz Kłosiński

    Musi Pan zrozumieć, że wysokość płacy zależy od popytu na pracę (im więcej firm chce i ma środki, aby zatrudniać, tym wyższe zarobki pracowników). Popyt na prace jest powodowany ilością kapitału (czyli głównie narzędzi i wiedzy). Ilość kapitału zależy od oszczędności i przedsiębiorczości. A oszczędność i przedsiębiorczość niszczy redystrybucja (choćby nawet najbardziej chwalebna).

    Wyzyskiwanie dochodu od korporacji i zamożnych (którzy dużo oszczędzają) do pracowników najemnych i innych potrzebujących (którzy w ogóle nie oszczędzają) zmniejsza stopę przyrostu kapitału, a w konsekwencji zmniejsza stopę przyrostu popytu na pracę (innymi słowy, zmniejsza wzrost nowych miejsc pracy i zarobków pracowników najemnych). Historia ekonomia poświadcza, że wykładniczy wzrost Rewolucji Przemysłowej od absolutnej nędzy znakomitej większości społeczeństwa do dzisiejszego stanu nie wynika z faktu, że narodziło się państwo opiekuńcze (raczej odwrotnie, to państwo opiekuńcze narodziło się dlatego, bo ludzi zaczęło na nie stać). W istocie dzisiejsze bogate państwa opiekuńcze zachodniej Europy istnieją dlatego, bo nie istniały związki zawodowe i redystrybucja, które mogłoby ograniczyć zyskowność fabryk i zamożność jej właścicieli. Im większy zysk był kapitalistów, tym większe były nakłady na dobra kapitałowe stwarzające popyt na pracę.

    Mówiąc krótko: równości materialnej z rozwojem gospodarczym nie da się pogodzić.

    Zalecam odstawienie Freuda i kupno podręcznika do ekonomii. Otóż współczesna ekonomia zakłada, że człowiek racjonalnie dąży do realizacji własnego interesu. Negując to założenie, neguje Pan całą ekonomię (także szkołę Johna M. Keynesa). A tak na gruncie logiki: gdyby piekarz, od którego kupuje Pan bułki, nie piekł chleba dla własnej chciwości, to Pan zamiast pisać te farmazony, musiałby teraz siedzieć nad ciastem i piec chleb sobie sam.

  • Tomasz Kłosiński

    I jeszcze jedno, jak buduje się luksusowy dom to przeprowadza się do niego jakiś bogacz, jednocześnie sprzedając swój stary dom (albo wynajmując go). Co oznacza, że ktoś o niższych dochodach może przeprowadzić się do tego starego domu bogacza. Do domu o niższych dochodach może wprowadzić się rodzina o jeszcze niższych dochodach i tak w dół, aż do końca łańcucha. Im więcej domów buduje się dla bogatych, tym więcej domów zwalania się dla biedniejszych.

  • Tomasz Kłosiński

    Pomijając, już rdzeń liberalnej doktryny, którym jest egzekwowanie wolnej woli, wolność wyboru, samoposiadanie i dysponowania swoją sprawiedliwie nabytą własnością. Istota sporu o kapitalizm sprowadza się do tego, że lewica chce leczyć krótkoterminowe wady kapitalizmu, bo nie zdaje sobie sprawy z jego długoterminowych zalet dla najbiedniejszych. Przecież ekonomiści nie popierają kapitalizmu dlatego, że ma tak dużo wad, które gołym okiem widzimy, ale dlatego, że obecny robotnik w świecie zachodnim żyje na poziomie arystokraty sprzed rewolucji przemysłowej. Dobrobyt najuboższych tkwił w stagnacji niemal od czasów Mezopotamii po wynalezienie silnika parowego. W Chinach przez 30 lat odsetek ludzi żyjących za $1 spadł z 61% populacji (ponad miliarda ludzi!) do 3%. Fakty mówią same za siebie. Rozum podpowiada, że kapitalizm nie jest przyjemny, on jest konieczny. Doświadczenie natomiast podpowiada, że kapitalizm rodzi się on spontanicznie, gdy ludzie szanują swoją wolność (tj. przestrzegają kryteriów sprawiedliwości). Liberalna doktryna zrodziła kapitalistyczną gospodarkę. Szacunek dla wolności stworzył system społeczny, gdzie każdy dążąc do swojego interesu zwiększa dobrobyt całej społeczności z taką efektywnością, jakiej świat nie widział od zarania homo sapiens sapiens.

  • Tomasz Kłosiński

    PS. Krytyka Korwina związków zawodowych jest uzasadnione ekonomicznie (bo są one z punktu widzenia ekonomii kartelem dostawców usługi pracy najemnej), ale nie jest uzasadniona z punktu widzenia liberalnej doktryny, bo godzi w wolność stowarzyszania się i wolność negocjacji umów. Jednak należy pamiętać, że to, czemu sprzeciwiają się współcześnie – klasyczni, w tradycji Adama Smitha – liberałowie, to subsydiowanie publicznymi pieniędzmi i rozdawanie przywilejów mocą prawa związkom zawodowym. Związki zawodowe zrodzone spontanicznie w łonie społeczeństwa obywatelskiego, mogą prawdziwego liberała tylko cieszyć.

  • Tomasz Kłosiński

    „Czyli co leży w „interesie pracownika”? Obniżki? Jak najniższe pensje? Wolny rynek?”

    Pracownik ma dwa interesy: po pierwsze jak najdrożej sprzedać swoją pracę, po drugie jak najtaniej kupić dobra za zarobione pieniądze. Pierwszy z nich traci na obniżce pensji, drugi zyskuje.

    Oczywiście, kapitalizm jest nieprzyjemny w swojej Schumpeterowskiej kreatywnej destrukcji. Ford wymyślił seryjną produkcję samochodów, ludzie odpowiedzialni za transport konny momentalnie stracili pracę i musieli się przekwalifikować. Pytanie tylko czy chcielibyśmy zakazać przedsiębiorcom wprowadzać innowacje, bo wtedy stare metody produkcji okazują się niekonkurencyjne? Czy ochrona pracownika jest warta poświęcenia rozwoju cywilizacyjnego?

    Poza tym, to co winduje pensje pracowników najemnych od poziomu $1 za dzień w początkach rewolucji przemysłowej po dzisiejszy stan rzeczy to nie państwowa „ochrona pracownika” czy związki zawodowe, tylko fakt, że mamy coraz więcej firm, które konkurują zgłaszając popyt na pracę – ja chcę zatrudnić pracownika, Ty chcesz zatrudnić pracownika, więc jest między nami aukcja typu „kto da więcej, ten go zatrudni”. Im więcej firm, tym większe pensje pracowników, a im mniejsze koszta produkcji, tym więcej firm.

  • Tomasz Kłosiński

    PPS. Papieżowi Franciszkowi też ktoś powinien wysłać podręcznik do ekonomii, bo jest ignorantem!

    • Rafał Lewandowski

      Bardzo dobry artykuł. Gratuluję.:)
      Wreszcie ktoś tutaj przeczytał Keynes’a.;)
      Bez popytu gospodarki rynkowej po prostu nie ma, a popyt tworzy pracownik wydając zarobione pieniądze.
      Przez dwa lata pracowałem w prywatnej firmie, w zakładzie przemysłowym. Właściciel cieszył się, że pracownicy mało go kosztują, ale jakoś nie widział związku między niskimi płacami, a towarem, który mu zalegał w magazynie.;P
      W krajach anglosaskich próbowano poradzić sobie z tym problemem zwiększając zadłużenie gospodarstw domowych. W 2008 wszyscy widzieliśmy jak to się skończyło.
      Odnośnie teorii skapywania chciałbym jeszcze dodać, że w latach 2007-2012 pkb per capita wzrósł w Polsce o 16,88 %. W tym samym czasie odsetek obywateli zagrożonych
      skrajnym ubóstwem wzrósł z 6,6 do 6,8 %. Gospodarka kwitnie a kto był biedny biedny pozostał.

      PS
      „PPS. Papieżowi Franciszkowi też ktoś powinien wysłać podręcznik do ekonomii, bo jest ignorantem!”(Tomasz Kłosiński)

      Paul Krugman, noblista z dziedziny ekonomii też jest według Pana ignorantem ? Bo mówi dokładnie to samo co pan papież.

      PS2 „Liberalizm integralny to wolność we wszystkich kluczowych obszarach(…)” (Piotr Beniuszys)
      Liberalizm integralny ładnie wygląda na papierze, ale w prawdziwym życiu zwykle trzeba poświęcić część wolności w jednym obszarze, żeby chronić wolność w innym.
      Ustawodastwo antydyskryminacyjne ogranicza wolność przedsiębiorcy, który na przykład nie może wyrzucić z pracy geja, musi płacić kobiecie tyle samo co mężczyźnie i jakby tego jeszcze było mało to musi tolerować te strrrraszne związki zawodowe (w Finlandii uzwiązkowienie wynosi 80% i jakoś nie przeszkadza im to w rozwoju).

  • Rafał Lewandowski

    Bardzo dobry artykuł. Gratuluję.:)
    Wreszcie ktoś tutaj przeczytał Keynes’a.;)
    Bez popytu gospodarki rynkowej po prostu nie ma, a popyt tworzy pracownik wydając zarobione pieniądze.
    Przez dwa lata pracowałem w prywatnej firmie, w zakładzie przemysłowym. Właściciel cieszył się, że pracownicy
    mało go kosztują, ale jakoś nie widział związku między niskimi płacami, a towarem, który mu zalegał w magazynie.;P
    W krajach anglosaskich próbowano poradzić sobie z tym problemem zwiększając zadłużenie gospodarstw domowych. W 2008 wszyscy widzieliśmy jak to się skończyło.
    Odnośnie teorii skapywania chciałbym jeszcze dodać, że w latach 2007-2012 pkb per capita wzrósł w Polsce o 16,88 %. W tym samym czasie odsetek obywateli zagrożonych
    skrajnym ubóstwem wzrósł z 6,6 do 6,8 %. Gospodarka kwitnie a kto był biedny biedny pozostał.

    PS
    „PPS. Papieżowi Franciszkowi też ktoś powinien wysłać podręcznik do ekonomii, bo jest ignorantem!”(Tomasz Kłosiński)

    Paul Krugman, noblista z ekonomii też jest według Pana ignorantem ? Bo mówi dokładnie to samo co pan papież.

    PS2 „Liberalizm integralny to wolność we wszystkich kluczowych obszarach(…)” (Piotr Beniuszys)
    Liberalizm integralny ładnie wygląda na papierze, ale w prawdziwym życiu zwykle trzeba poświęcić część wolności w jednym obszarze, żeby chronić wolność w innym.
    Ustawodastwo antydyskryminacyjne ogranicza wolność przedsiębiorcy, który na przykład nie może wyrzucić z pracy geja, musi płacić kobiecie tyle samo co mężczyźnie i
    jakby tego jeszcze było mało to musi tolerować te straszne związki zawodowe (w Finlandii uzwiązkowienie wynosi 80% i jakoś nie przeszkadza im to w rozwoju).

    • Piotr Sokołowski

      Ja tylko dodam od siebie, że podstawową zasadą liberalizmu jest to, że wolność jednostki jest ograniczona wolnością innej jednostki, czyli granicą wolności czyjejś pięści jest mój nos. A jak ktoś mi proponuje 1200 na rękę za 8 godzin dziennie pracy to tak jakby mi w ten nos przywalił.

      • Tomasz Kłosiński

        „podstawową zasadą liberalizmu jest to, że wolność jednostki jest ograniczona wolnością innej jednostki, czyli granicą wolności czyjejś pięści jest mój nos. A jak ktoś mi proponuje 1200 na rękę za 8 godzin dziennie pracy to tak jakby mi w ten nos przywalił.”

        Podstawową zasadą liberalizmu jest nienaruszanie wolności drugiego człowieka i dlatego chcę Pan ją naruszyć wchodząc do jego domu z uzbrojonym policjantem i wynosząc mu część jego dochodów? To, że nie może Pan znaleźć dobrze płatnej pracy, nie oznacza, że może Pan kraść. To nie na tym polega liberalizm.

    • Tomasz Kłosiński

      To ja dla odmiany polecam Hayeka, który brednie Keynesa obalił. A empirycznie obaliła Keynesa stagflacja i obecny brak reakcji gospodarki na państwowy „doping”. Oczywiście Krugman może mówić, że „pompowanie” nie przynosi efektu, bo jest za małe względem potrzeb. A prawda jest taka, że struktura kapitału w gospodarce grzęźnie w gównie – przez ekspansje kredytu Amerykanie nabudowali domów, których nikogo na nie teraz nie stać.

      Właściciel Pana firmy (i wszystkich innych firm) powinien w takim razie windować koszta w górę najwyżej jak tylko potrafi – tylko w ten sposób dojdziemy do dobrobytu, bo będzie odpowiedni popyt. Tylko pytanie kto będzie inwestował w kapitał, jak przejemy wszystkie oszczędności.

      Co do zwiększenia się biedy w Polsce polecam dane statystyczne GUS. Piotr Aleksandrowicz streszcza je tak:
      „W prezencie świątecznym urząd statystyczny opublikował 23 grudnia dane dotyczące dochodów i warunków życia w Europie. Wynika z nich, że współczynnik Giniego, którym mierzy się nierówności dochodowe, od wielu lat w Polsce systematycznie się obniża i jest aktualnie (dane są dla 2012 roku) na poziomie średniej europejskiej.

      Z kolei wskaźnik zagrożenia ubóstwem lub wykluczeniem społecznym jest w Polsce dość wysoki, wyższy niż średnio w Europie, ale nie ma w tym nic dziwnego, bo przecież jesteśmy krajem relatywnie ubogim. Natomiast jest on już dziś niższy – i to jest zaskakujące – niż we Włoszech, Hiszpanii, Irlandii, na Węgrzech czy w Grecji, nie mówiąc o Bułgarii i Rumunii, mimo że oczywiście istnieją w Polsce liczne obszary biedy”
      http://aleksandrowicz.tocowazne.pl/n/prezent-od-gus

      Paul Krugman nie jest ignorantem, jest nawiedzonym socjalistą. Po prostu nienawidzi kapitalizmu i wykorzystuje autorytet swojego urzędu do zwalczania go.

      Liberalizm integralny zbudował zachodnią cywilizację, wyciągając 90% społeczeństwa z życia za $1 dziennie. Poświadcza to historia, poświadcza to teoria i poświadczają to nawet eksperymenty laboratoryjne Vernona L. Smitha.

      A Finlandia rozwija się pomimo związków, a nie dzięki nim. Współwystępowanie zjawisk nie oznacza przyczynowości. Bogaci dużo wydają na dobra luksusowe, ale to nie dlatego są bogaci. Bogate państwa zachodnie wydają dużo na idiotyczną politykę socjalną, ale to nie dlatego stały się bogate. Stały się bogate dzięki 200 lat dzikiego kapitalizmu. A przypomnę, że Szwecja na początku ubiegłego wieku miała mniejszy procent wydatków rządowych jako PKB niż ultraliberalne USA.

      • Piotr Sokołowski

        Jeżeli dla pana pobieranie zasiłku 600 zł jest kradzieżą a wykorzystywanie czyjejś trudnej sytuacji do płacenia temu komuś 1200 zł i korzystanie z jego pracy kradzieżą nie jest, to nie mamy o czym rozmawiać. Jeśli już porusza pan wątki osobiste jako bym miał problemy ze znalezieniem dobrze płatnej pracy to średnią krajową swojego czasu zarabiałem w dwa dni, a czasem jeden i to w tej strasznej, socjalistycznej Norwegii. Obecnie przyjechało tam zbyt wielu znanych z roszczeniowości Polaków i Rumunów, którzy pracują za kilkukrotnie mniejsze stawki, śpią w samochodach i jedzą jabłka z drzew, do tego uważając się za cwanych, ale to według pana oznaka rozwoju i pozytywne zjawisko.
        Twierdzi pan, że np. Finlandia rozwija się pomimo związków zawodowych, a dzięki 200 latom dzikiego kapitalizmu (czyli kapitalizm, gdzie dzieci pracują po kilkanaście godzin dziennie i nie starcza im na jedzenie uważa pan za coś pozytywnego). Jeszcze 50 lat temu cała Skandynawia była biedna jak dzisiaj Albania, a jak to jest, że tam gdzie są najsilniejsze związki i socjal, społeczeństwo jest najbogatsze. Mówię o Europie zachodniej a szczególnie Skandynawii? Może jednak jakieś związek przyczynowo skutkowy występuje. No chyba, że obchodzi pana wyłącznie bogactwo przedsiębiorców. To wtedy zapraszamy do USA (gdzie kilkadziesiąt procent młodzieży nie miało na przykład opieki medycznej, a to chyba jest jakiś wskaźnik cywilizacji w społeczeństwie) czy Rosji, o Afryce nie wspominając.
        Po prostu społeczeństwo jest znacznie bardziej skomplikowane niż ekonomiczne wykresy. Współpraca i solidarność zamiast bezwzględnej, wyniszczającej rywalizacji i chciwości to znacznie lepsze metody na rozwój, nie tylko ekonomiczny.

        • Tomasz Kłosiński

          „Jeżeli dla pana pobieranie zasiłku 600 zł jest kradzieżą a wykorzystywanie czyjejś trudnej sytuacji do płacenia temu komuś 1200 zł i korzystanie z jego pracy kradzieżą nie jest, to nie mamy o czym rozmawiać.”

          http://sjp.pwn.pl/szukaj/Kradzie%C5%BC

          Proszę Pana, kradzież to zabranie komuś jego prawowitej własności. I nie ma znaczenia czy ktoś był w potrzebie czy nie. Trzymajmy się definicji, zamiast tworzyć nowe. To uporządkuje trochę rozmowę. Owszem nie cieszę się z tego, że zdarzają się sytuacje tragiczne – ludzie bywa, że są zmuszeni do pobierania zasiłku czy jałmużny; bywa, że popyt na ich usługi pracy spada i sytuacja ich zmusza do brania na siebie umów, których w dużej mierze by nie podpisali, gdyby byli w innej sytuacji. Nie neguję tego, że takie sytuacje się zdarzają i że są przykre. Niemniej, nie zmieni to dwóch faktów: (1) kradzież jest niemoralna niezależnie od okoliczności; (2) system państwowej redystrybucji i kontroli jest w dłuższym okresie zawsze kontrproduktywny (niezliczone przykłady historyczne to poświadczają, poświadcza to także teoria ekonomii).

          „Jeśli już porusza pan wątki osobiste jako bym miał problemy ze znalezieniem dobrze płatnej pracy to średnią krajową swojego czasu zarabiałem w dwa dni, a czasem jeden i to w tej strasznej, socjalistycznej Norwegii.”
          Nic mnie nie obchodzi gdzie i jak Pan pracuje. Podkreślałem tylko, że niemożność znalezienia pracy nie uprawnia do i nie legitymizuje kradzieży.

          „Obecnie przyjechało tam zbyt wielu znanych z roszczeniowości Polaków i Rumunów, którzy pracują za kilkukrotnie mniejsze stawki, śpią w samochodach i jedzą jabłka z drzew, do tego uważając się za cwanych, ale to według pana oznaka rozwoju i pozytywne zjawisko.”

          Ich sprawa, skoro wolą pracować tam. Są racjonalni, sami wiedzą najlepiej, gdzie wolą pracować. Chyba, że wszyscy są wariatami i postępują wbrew swojej woli i wbrew swoim upodobaniom. Ja nie zamierzam im narzucać swojej wizji „racjonalnego życia”.

          „Twierdzi pan, że np. Finlandia rozwija się pomimo związków zawodowych, a dzięki 200 latom dzikiego kapitalizmu (czyli kapitalizm, gdzie dzieci pracują po kilkanaście godzin dziennie i nie starcza im na jedzenie uważa pan za coś pozytywnego).”

          Jak Bangladesz zabronił dzieciom pracować w fabrykach to dzieci nie poszły do szkół. Zaczęły pracować na polu w znacznie gorszych warunkach i zaczęły się prostytuować. To, że dzieci nie pracują na Zachodzie nie wynika z tego, że państwo tego zakazuje, wynika z tego, że rodziców stać na ich utrzymanie. Dlaczego nas stać a Bangladesz nie? Bo my zakumulowaliśmy kapitał. Dobrze by było, gdyby Pan kiedyś zrozumiał czym kapitał jest i skąd się bierze popyt na pracę (a wraz z nim zarobki). Łatwiej wtedy byłoby Panu zrozumieć, że kapitalizm w Bangladeszu sprawia, że rodzice się bogacą i nie muszą już wysyłać dzieci do fabryk (tak jakby przed nastaniem kapitalizmu dzieci nie pracowały, tylko żyły szczęśliwie w wiejskiej sielance).

          „Jeszcze 50 lat temu cała Skandynawia była biedna jak dzisiaj Albania, a jak to jest, że tam gdzie są najsilniejsze związki i socjal, społeczeństwo jest najbogatsze.”
          Proszę Pana, napisałem pierwszy wpis na swoim blogu o historii państwa opiekuńczego w Szwecji, polecam:
          http://klosinski.na.liberte.pl/lodz-jako-miasto-opiekuncze/

          Polecam także teksty prof. Winieckiego na ten temat:
          http://winiecki.pl/pub1.php

          W ogóle polecam historię gospodarczą świata. Skandynawowie nie wzbogacili się dzięki państwu opiekuńczemu – odwrotnie oni mają państwo opiekuńcze dlatego, bo się wzbogacili.

          „Mówię o Europie zachodniej a szczególnie Skandynawii? Może jednak jakieś związek przyczynowo skutkowy występuje. No chyba, że obchodzi pana wyłącznie bogactwo przedsiębiorców. To wtedy zapraszamy do USA (gdzie kilkadziesiąt procent młodzieży nie miało na przykład opieki medycznej, a to chyba jest jakiś wskaźnik cywilizacji w społeczeństwie) czy Rosji, o Afryce nie wspominając.”

          No cóż, to wciąż USA ma najlepszy system opieki zdrowotnej niż Europa zachodnia i to wciąż do USA ludzie jeżdżą na specjalistyczne operacje medyczne. To wciąż w USA jest najwięcej nagród nobla, odkryć naukowych, firm produkujących urządzenia medyczne, etc, etc. Jak już wspominałem doskonałości (czy szerzej – rozwoju) z równością materialną pogodzić się nie da. Poza tym wyrażenie „kilkadziesiąt procent młodzieży nie miało na przykład opieki medycznej” świadczy o tym, że Pan nie ma pojęcia o czym w ogóle Pan mówi. I dlatego coraz bardziej wątpię w sens tej dyskusji.

          „Po prostu społeczeństwo jest znacznie bardziej skomplikowane niż ekonomiczne wykresy. Współpraca i solidarność zamiast bezwzględnej, wyniszczającej rywalizacji i chciwości to znacznie lepsze metody na rozwój, nie tylko ekonomiczny.”

          Owszem świat jest skomplikowany i odnoszę wrażenie, że żaden podręcznik ekonomii nie pokazał Panu – parafrazując Hayeka – jak mało w istocie wie Pan o tym, co w Pana mniemaniu da się zaprojektować. Proszę Pana, chciwość nie wyklucza współpracy. Jeśli piekarz piecze bułki dla własnej chciwości, a ktoś dla własnej chciwości (oszczędności czasu i pracy) kupuje od niego bułki, to Ci dwaj ludzie dla własnej chciwości współpracują. Obaj dobrowolnie podejmują współprace (jeden piecze bułki, drugi daje mu za to pieniądze, które zarabia w inny sposób). To jest tzw. podział pracy i znajdzie Pan tę koncepcję w każdym podręczniku do ekonomii przynajmniej od czasów publikacji „Bogactwa narodów” Adama Smitha.

          Proszę Pana, ja jestem wielkim zwolennikiem solidarności – o ile nie myli się jej z kradzieżą – bo solidarność z definicji jest dobrowolna.

          Ta wyniszczająca rywalizacja o której Pan wspomina to pewnie konkurencja rynkowa. Otóż proszę Pana, gdyby piekarz od którego Pan kupuje bułki nie podlegał konkurencji to sprzedawałby Panu chłam za górę pieniędzy. Gdyby nie konkurencja, nie byłoby bariery dla jego chciwości. Tak samo jest z wyzyskiem pracowników – gdy jest konkurencja na w popycie na pracę (wiele firm konkuruje o jednego pracownika) to firma zabiega o pracownika dobrymi pieniędzmi i dobrymi warunkami pracy. Gdy konkurencja jest ograniczana – np. regulacją rządową albo państwowym monopolem – to pracownicy mają mniejsze możliwości przejścia do konkurencji, gdy ktoś zaczyna traktować ich źle.

          Proszę Pana, fakt, że Pan nazywa sam siebie liberałem to aberracja jakiej w swoim życiu nie wiedziałem. Pan otwarcie nawiązuje do kolektywizmu, który jak próbowałem Panu wytłumaczyć jest niemoralny i ekonomicznie przeciwskuteczny.

  • Tomasz Kłosiński

    Nawet i korzeń złego – chciwość,
    Ta jadowita obrzydliwość,
    Była do rozrzutności usług
    (Wady szlachetnej); tudzież luksus
    Zatrudniał milion sił ubogich,
    A wstrętna pycha – milion drugi.
    Zawiść i próżność – serią podniet
    Wytwórczość ożywiały zgodnie,
    Bowiem odmiana mody nagła
    W rzeczach ubrania, mebli, jadła
    Prześmieszna słabość ta – istotnie
    Obrót zwiększała wielokrotnie.
    Stroje, i mody fakt niestałej,
    Odmienność losu potwierdzały,
    To, co posiadać było modnie,
    W pół roku stanowiło zbrodnię.
    Wciąż siląc się reguły zmienić,
    Wciąż z czegoś niezadowoleni
    Tą niestałością osiągali
    Więcej, niż gdyby planowali.

    Zdrożności wzmogły wynalazczość:
    W przymierzu z czasem oraz pasją
    Wysiłku – razem tak do szczytu
    Podniosły komfort, poziom wygód,
    Że i ubodzy żyli lepiej,
    Niźli bogacze przed tym wiekiem.
    Nie mogło więcej być ulepszeń.