O „lemingach”, „anty lemingach” oraz czy istnieją „nie lemingi”?

Drukuj

Generalnie chodzi mi o to, żeby nie wrzucać wszystkich wyborców PO do jednego worka z typem człowieka, który się z tego co wiem teraz nazywa  „lemingiem” (socjologicznie to bardziej należałoby taką osobę nazwać „tumanem kulturowym”, chociaż inteligentny „tuman kulturowy” od razu wyczuje co jest „trendy” i sam może nazywać lemingami innych ludzi. Oczywiście nie oceniając samemu czy tak jest w rzeczywistości, bo zna definicje ale nie wie co ona oznacza ani jak się objawia). Należy taką osobę zapytać „dlaczego tak myślisz?” to chociaż zmieni temat bo jak wiadomo „leming” nie odnosi się do naszych argumentów tylko prezentuje „swoje” (więc nie okaże skrępowania a być może nawet go nie poczuje, widocznie ma inne wartości o czym dalej). W skrócie są to osoby które nie wiedzą o czym mówią tylko powtarzają i bezkrytycznie podchodzą do norm i wartości, które są aktualnie „trendy”. Wcale nie muszą być mało inteligentni bo niektórzy mają taką filozofię, że nie warto poświęcać swojej energii na dojście do jakiejś prawdy tylko na dojście do tego co mówić żeby „dobrze wypaść” (tylko ciekawe przed kim) i, że wszyscy są tumanami kulturowymi bo nie ma prawdy, z tym, że reszta o tym nie wie. Czyli leming może równie dobrze być cynikiem. A „tuman” w cudzysłowie bo niektórzy swoją wiedzą na temat tego co jest akceptowane społecznie, modne itd. mogą swobodnie konkurować z niejednym, badającym ten temat latami socjologiem („lemingi” w końcu też głównie o tym myślą tylko z innych przyczyn).

http://www.flickr.com/photos/57595490@N00/3245391806/sizes/m/in/photostream/

Paradoks polega na tym, że tacy ludzie nie wierzą w obiektywną prawdę, według nich na przykład nie ma prawdy i fałszu bo to tylko złudzenie społeczne i gra interesów, natomiast wierzą, że obiektywną prawdą jest status społeczny (że ktoś jest obiektywnie wygrany a ktoś obiektywnie przegrany i wyznacznikiem tego jest wykonywany zawód, oczywiście często leming powie, że „pieniądze nie są najważniejsze”, ale kogo nazwie „człowiekiem sukcesu” to już wszyscy wiedzą, nie mówiąc o tym z kim chętniej nawiąże kontakt), kariera albo właśnie, że coś jest akceptowane społecznie lub nie, lub, że coś jest obiektywnie trendy a coś obiektywnie passe. Jak wiadomo szczególnie w tym ostatnim przypadku jak najbardziej mogą być różne opinie i ciężko rozstrzygnąć czy wypadniemy dobrze (na tej zasadzie  cyniczny leming może uważać, że „dobrze wypadł” chociaż opowiadał brednie, faktem obiektywnym jest, że nikt mu nie zwrócił na to uwagi, a nie, że każdy mu uwierzył czy uważa, że „dobrze wypadł” bo o to trzeba by dyskretnie zapytać). Mówię tu o autentycznej sytuacji gdy w filmie dokumentalnym, Piotr Tymochowicz (chyba najsłynniejszy polski spin doktor) chciał udowodnić, że z każdego da się zrobić posła. Jeden z jego podopiecznych (posiadanie „twardego kręgosłupa”  chyba nie było kryterium doboru) wystąpił na spotkaniu młodzieżówki SLD i wierząc, że liczy się tylko forma, zaczął opowiadać rzeczy ewidentnie niezgodne z rzeczywistością. Na przykład zawyżając dziesięciokrotnie liczbę członków organizacji na co akurat delikatnie zwrócono mu uwagę. Człowiek ten po prostu kłamał w celu wywarcia dobrego wrażenia do czego został przygotowany. Kwestia tylko taka, że niektórzy słuchacze posiadają jakąś wiedzę na temat tego co owy kandydat mówił. Oczywiście nie zmartwił się tą drobną uwagą osoby prowadzącej i po wystąpieniu był bardzo zadowolony, chyba na podstawie tego, że nikt go nie skrytykował. No ale karierę ten człowiek zaczął robić dopiero w Samoobronie, oczywiście posłem nie został (film polegał na tym, że wspólnie odwiedzili prawie wszystkie partie). Poza tym chyba pokazanie takiego filmu mogłoby mu odebrać elektorat nawet jakby metody były skuteczne. Bo dla wielu wyborców (tych mniej cynicznych) człowiek, który zmienia deklarowane poglądy gdy mu się to opłaca, swoich nie posiada i twierdzi, że zrobi wszystko dla zdobycia stanowiska nie jest zbyt wiarygodny (nawet jakby Tymochowicz promował go pod hasłem „człowiek ze stali”). Wiadomo, że niektórzy i tak  (niektórzy dlatego) by zagłosowali, bo każdy polityk kłamie, ten się z tym nie kryje więc jest prawdziwy, a to, że zależy mu na władzy to też normalne a przynajmniej nie udaje, pewnie znaleźliby się też tacy, którzy by go uznali za wzór do naśladowania. Poza tym osoby „wrażliwe” jeszcze przekona fakt, że wszędzie nagonka medialna na niego a on taki dobry, nie mówiąc już jaki przystojny dla części elektoratu. Nawiasem mówiąc, ludzie tacy nie mają żadnych idei, uważają, że w polityce poglądy nie są ważne a wartości to fikcja bo liczy się władza i pieniądze jednak gdy idą do korporacji mogą ją czcić szczerym, prawie religijnym kultem i oddać za nią nie tylko pieniądze ale i życie jakby było trzeba (nie mówiąc już o tygodniu bez snu czy 10 latach bez życia prywatnego).

Tak więc czy można nazwać innymi poglądami wypowiedź gdy ktoś kłamie mówiąc, że za oknem świeci słońce (bo sprzedaje okulary przeciwsłoneczne) lub pada deszcz (bo parasolki). To, że pada deszcz łatwo udowodnić, natomiast na przykład, że nie da się zarazić  wirusem HIV przez podanie ręki czy ugryzienie komara już trudniej (cyniczny leming może tak mówić a nie podać ręki albo podać nawet wierząc, że się zakazi).
Cyniczne lemingi słysząc takie spory wierzą, że cały świat tak wygląda i że nie ma prawdy. Bo są też lemingi naiwne, ewentualnie zakłamane, które rzeczywiście wierzą, że wyznawane przez nich wartości są obiektywne i jedyne a „ich” sądy słuszne (być może były w sytuacji kiedy wypowiadał je autorytet leminga tylko, że leming nie zauważył zmiany przedmiotu osądu gdy go wypowiada w innej sytuacji, w skrócie, „nie ta formułka”).
Istnieją też anty lemingi, które same tak naprawdę są lemingami bo uważają, że każdy kto mówi coś o czym dowiedział się z telewizji lub z Internetu jest lemingiem (ciekawe skąd wzięli to określenie i jego definicje? Niestety jak to u lemingów bywa, nie wiedzą co ono tak naprawdę oznacza w praktyce). Bo co z tego, że chodziło o dzisiejszą datę lub o informacje o pogodzie w górach ewentualnie wypowiedź więźnia o życiu więziennym? Każdy kto bierze informacje z mediów czy książek a nie na przykład z plotek czy potocznych opinii jest lemingiem. Co z tego, że to nie TVN wymyśliła liberalne poglądy? Anty leming nie wie, że istnieje coś takiego jak prąd intelektualny bo ktoś kto z tym prądem cały czas płynie (własnego środowiska), nie wierzy, że jakiś prąd istnieje bo go nigdy nie poczuł (tutaj można powiedzieć, że myśli samodzielnie, lub, że „ma beton w głowie”).
Inny rodzaj anty lemingów z kolei wierząc w mądrości ludowe i tradycje oraz nieomylność papieża i przy tym uważa, że myśli samodzielnie, ignorując argumenty dowiedzione naukowo, ponieważ „nie można nic bezrefleksyjnie przyjmować”. No rozumiem, że wiara w nieomylność kościoła czy przodków wręcz sama w sobie zakłada samodzielność w dochodzeniu prawdy (tego co mówi ksiądz) nie mówiąc o swobodnej dyskusji i otwiera pole do konstruktywnej krytyki. No czyli ludzie tacy nie dostrzegają pewnej sprzeczności gdy przyjmują słowa wszelkiego rodzaju „znaczących innych” za dowód (dodatkowym potwierdzeniem jest fakt, że słowa te są sprzeczne z wszelkimi dotychczasowymi teoriami naukowymi, co oznacza , że człowiek ten myśli samodzielnie). Czyli silna osobowość według „anty leminga” to nie przyjmowanie oczywistych faktów i nie poddawanie się wobec sprawdzonych informacji. „Anty lemingi”, umysł mają tak lotny, że nie poddaje się on żadnym ograniczeniom, szczególnie logiki, gdy wykorzystują go w celu udowodnienia swoich racji (przekonania do nich).

Na koniec dodam, że „nie leming”, może mówić zarówno to samo co mówił „leming” jak i to co mówił „anty leming” tylko różnica polega na tym, że „leming” powie coś ponieważ tak mówił profesor w TVN (uzna to za dowód naukowy) a „nie leming” bo się z tym zgadza (a profesor lepiej to ujął), zweryfikował to, lub po prostu profesora zna z wcześniejszych wypowiedzi, gdzie okazało się, że miał rację i teraz mu wierzy czy ufa. Natomiast „anty leming” powie, że coś jest nieprawdą bo powiedział to profesor w TVN a „nie leming”, bo go zna z manipulacji, ma inne zdanie na ten temat (bo jak pewnie wielu wie, na przykład socjologowie najczęściej nie prezentują w telewizji stanowiska socjologii lecz swoje własne poglądy bo socjologia nie rozstrzyga na przykład, która partia jest obiektywnie lepsza tylko je opisuje, poza tym nawet ściśle socjologiczne wypowiedzi często są zbieżne różnymi światopoglądami, na przykład liberalizm z konserwatywnego punktu widzenia inaczej wygląda niż z komunistycznego, tak samo jak konserwatyzm. To dla tych, którzy uważają, że profesor „ma większą wiedzę i nie należy się z nim nie zgadzać”, czasem po prostu jest to kwestia poglądów, nawet najbardziej zatwardziały „leming” nie powie nic gdy ktoś się nie zgadza z polityką karną Jarosława Kaczyńskiego a to przecież doktor nauk prawnych. Tutaj ważniejszym słowem kluczem jest „Kaczyński” a nie „doktor prawa”, gdyby ktoś w tej samej sprawie miał inną opinie niż mniej znanym doktor prawa zostałby przez „leminga” uznany za naiwnego i aroganckiego. Już nie mówiąc o sytuacji jeśli ktoś się nie zgadza z „profesorem ekonomii”, (co z tego, że cytując Keynesa?) przecież należy mu się szacunek. Chodzi mi o to, że na przykład jeden socjolog tą samą osobę nazwie nonkonformistą, outsiderem czy indywidualistą (a psycholog osobowością wewnątrz sterowną) drugi dewiantem czy outsiderem, ale w znaczeniu takim jak outsider ligowy (jakie to amerykańskie) . Jej przeciwieństwo, pierwszy konformistą, woluntarystą (psycholog osobowością zewnątrz sterowną ) a klasyczny socjolog normalsem. Chociaż nazwy te nie oznaczają dokładnie tego samego to tak to mniej więcej wygląda. Czyli jeśli się nazywa powstanie w Niemczech lat 30 ruchu antyfaszystowskiego dewiacją społeczną i twierdzi, że to socjologia wolna od wartościowania to też należy się nad sobą zastanowić czy nie jest się czasem lemingiem (jest to jak najbardziej zgodne z funkcjonalizmem strukturalnym z tym, że na przykład Merton nazwałby to dysfunkcją systemu w klasycznym wydaniu. Chociaż nie trzeba się cofać aż tak daleko aby pokazać doskonały przykład dewiacji, dysfunkcji systemu, oraz problemu społecznego w znaczeniu socjologicznym w jednym jakim jest nie branie łapówek w skorumpowanym miasteczku już nie mówiąc o gazecie, która by to ujawniła). No jednak słowa dysfunkcja czy dewiacja są raczej jednoznacznie negatywnie nacechowane więc nie przekonują mnie argumenty, że zostały użyte w znaczeniu socjologicznym nie potocznym (niezależnie od tego jakie jest dzisiejsze podejście do tych teorii). Tym bardziej, że są inne wyrazy nacechowane bardziej pozytywnie lub neutralnie, szczególnie, że cechy amerykańskiego normalsa z czasów tych teorii (połowa wieku) bardzo mocno pokrywają się z cechami osobowości autorytarnej (a osobowość autorytarna wiadomo z czym się kojarzy), czyli idąc tą logiką, osobowość demokratyczna to dewiacja. Jest jeszcze jeden przykład, który rozśmieszy większość ludzi, otóż według pewnego znaczącego socjologa owego nurtu to nie jest tak, że ludzie podczas stosunku seksualnego „wyrażają emocje” tylko „grają społecznie zdefiniowane role kochanków”, więc gdy na przykład jeden z partnerów nie gra tej roli to jest dewiantem/dewiantką (nie chcę być złośliwy jak niektórzy, chociaż to podobno publicysta może być subiektywny ale ciekawe co by Freud powiedział? Na pewno nic co by tego notabene bardzo wpływowego socjologa ucieszyło, poza tym jak to się mówi „nie trzeba tu Freuda, gadałem wczoraj z twoją dziewczyną”). W pewnych okresach i grupach społecznych, dewiacją było gdy kobieta miała potrzeby seksualne, piszę „było” bo dewiacja (w funkcjonalizmie jak i u lemingów)  to to czego ludzie nie akceptują, a problem społeczny to coś co ludzie uważają za problem społeczny (przy czym socjolog w przeciwieństwie do leminga może mieć jakieś inne wartości tylko tworząc teorię nie kieruje się nimi). Także wiemy już kto jest patronem lemingów, bo źródła bym widział w amerykańskim konserwatyzmie, który leming uważa za nowoczesność, także proszę się nie czepiać liberałów szczególnie w sferze światopoglądowej, bo leming wcale tak liberalny obyczajowo nie jest, oczywiście zależy od punktu odniesienia.

Aby się przekonać proponuję podyskutować z nim na temat przechodzenia na czerwonym świetle gdy nic nie jedzie (przejeżdżać można). Chyba, że aktualnie jest to trendy ale to się tyczy wszystkiego. Czyli już wiemy w jaki sposób pierwszy nonkonformista III RP (który nie szedł z „owczym pędem Solidarności” jednocześnie będąc „współtwórcą demokracji” i nie wstydził się śpiewać disco polo)- Aleksander Kwaśniewski tak sprawnie „zmienił” poglądy (w 15 minut jakie dzieliło wyniesienie sztandaru PZPR i wniesienie SDRP, której kolejny twór odwoływał się nawet do historycznych 21 postulatów Solidarności prezentując je jako własne no już trochę przyzwoitości trzeba mieć), to tak jakby Mubarak powiedział, że przyczynił się do demokratyzacji Egiptu (bo przegrał, można się kłócić czy obiektywnie ale we własnym mniemaniu raczej można być tego pewnym). Psycholog behawioralny nazwałby to pewnie zdolnością do adaptacji, no ale ten XIX wieczny nurt psychologii zakłada, że człowiek nie ma wolnej woli więc ja bym na miejscu lemingów nie podawał takiego argumentu bo tylko się pogrążą (nie na darmo w pobliżu jednej z chyba łódzkich uczelni widnieje napis „behawioryzm to śmierć”).

Należy też dodać, że bycie „lemingiem” nie oznacza relatywizmu etycznego tak jak bycie „nie lemingiem” sztywnego trzymania się zasad. Bo co powiemy gdy na spotkaniu Solidarności, osoba, która stara się o objęcie przewodnictwa stwierdza, że zawsze i bezwarunkowo należy mówić prawdę jak i zrobić wszystko w zgodzie z sumieniem aby utrzymać rodzinę. Pewnie stwierdzimy, ze jeśli postępuje tak jak mówi to należy zagłosować. No ale tuż przed głosowaniem ktoś z komórki do tropienia agentów pokazuje zebranym film gdzie widać, jak nasz kandydat był dzień wcześniej na posterunku SB, z którego wyszedł uśmiechnięty i zadowolony z siebie (o czym nam powiedział, co by świadczyło, że go nie „złamano” więc to dodatkowy atut) jednak gdy kamerzysta zrobił zbliżenie, okazało się, że kandydat (którego wcześniej uznawaliśmy za może niezbyt lotnego ale twardo trzymającego się swoich zasad)  trzymał w ręku coś co wyglądało na kartki na masło (oczywiście aż takich debili chyba nie ma w rzeczywistości ale jest duża konkurencja chociaż oczywiście nie musiał on być naiwny, dobrze wiedział co robi tak jak i osoba, która pokazała nam film. Leming w tej sytuacji może powiedzieć , że obie zrobiły to samo, tylko, że grały dla różnych drużyn bo nie widzi kontekstu albo przez pryzmat innych wartości go postrzega). Można by tego człowieka mianować archetypem kulturowym idealnego laureata nagrody Peryklesa (chociaż tam miało być bez udziału dziennikarzy, ale w wyjątkowych przypadkach nagrody Darwina też przyznaje się tym co przeżyli). Słyszałem też (z zaufanego źródła), że są ludzie, którzy prezentują się na przykład jako osoby, które były „opozycyjne wobec sytemu”, zapewne będąc również praktykującymi katolikami, problem polega na tym, że byli też członkami PZPR. No ale żeby oddać sprawiedliwość trzeba przyznać, ze być może nie zgrzeszyli myślą, ale uczynkiem, a już na pewno zaniechaniem jak najbardziej, bo mową to teraz grzeszą.

Jeszcze na koniec, ważna różnica między „lemingiem” a „nie lemingiem” jest taka, że „nie leming” wie kiedy cytuje (nawet jeśli na przykład popełnia plagiat, czy prezentuje czyjąś wypowiedź jako własną, ale się z nią zgadza to ewentualnie jest oszustem ale nie lemingiem). Tak więc mam nadzieje, że tym tekstem niektórym skomplikowałem pewne sprawy.

Czytaj również