O „Rudym” i Hołowni czyli co jest mainstreamem

Drukuj

Zacznę od rewelacji Elżbiety Janickiej jakoby „Zośka” i „Rudy” mieli być gejami oraz antysemitami. O ile nie miałbym żadnego problemu gdyby naprawdę (na co nic nie wskazuje, zaprzecza temu ich ówczesna przyjaciółka) okazali się homoseksualistami to jednak gdyby byli narodowcami i antysemitami byłoby to dla mnie dużym szokiem i zmieniłoby to trochę moją wizję tego pokolenia. Plotka jakoby „Rudy” był w ONRze wywodzi się od jednej tylko osoby, ówczesnego szefa tej organizacji. Pani Janicka jednak dała się poznać ze skłonności do wyciągania zbyt daleko idących za to wygodnych dla własnej wizji świata (złego i „faszystowskiego”) wniosków. Nie pamiętam zbyt wiele z książki „Kamienie na szaniec”, ale gdy staram się przywołać z pamięci tych bohaterów to jawią mi się oni jako wyznawcy zdecydowanie liberalnej odmiany patriotyzmu i to zarówno słowem, czynem jak i myślą. Pamiętam też, że jednemu z nich nawet nie za bardzo podobał się katolicyzm, szczególnie ta jego odmiana gdzie przykłada się największą wagę do zewnętrznych przejawów. Do tego mieli konszachty z komunistami chociaż nie zgadzali się z nimi ideologicznie. W ogóle przypominali raczej znienawidzonych przez narodowców „Polaków o luźnym stylu bycia” jak to ujął jeden z nadgorliwych „patriotów” (nie pamiętam niestety czy Dmowski czy ktoś z ówczesnych ONRowców). Z całą pewnością nie byli ślepo zdyscyplinowanymi bezmózgowcami lecz normalnymi chłopakami a moje zdanie jest takie, że normalny chłopak i narodowiec to rzeczy diametralnie różne.

Do czego dążę… Janicka stara nam się wtłoczyć znaną mi z uczelni betonowo – lewicową (lewicową starej daty) wizję świata, w którym przeciętny przedstawiciel społeczeństwa polskiego to faszysta i antysemita a nieliczni liberałowie czy lewacy są przez nich określani jako dewianci i tymi dewiantami obiektywnie są ponieważ to faszyzm, ksenofobia i skrajny patriarchat jest kulturą dominującą i to faszyści ustalają w Polsce zasady współżycia społecznego (oczywiście chodzi tu o faszyzm mentalno – światopoglądowy niekoniecznie polityczny). Janicka wyciąga wnioski jakoby cała przedwojenna młodzież (szczególnie harcerze) była wręcz zdominowana przez ONR tylko na podstawie tego, że ów ONR działał w jakimś liceum. W dzisiejszych liceach aktywnie działała organizacja Korwina-Mikke i jakoś nikt nie powie, że to jego chore poglądy na temat niepełnosprawnych i generalnie doboru naturalnego (eliminującego słabszych) w jakiś szczególny sposób nadają ton w świecie młodych ludzi.

Przyjaciółka całej trójki w rozmowie z „Natemat.pl” powiedziała wręcz, że harcerze mieli zakaz przystępowania do organizacji takich jak ONR (zresztą z tego co pamiętam został on na jakiś czas zdelegalizowany) i, że na pewno „Rudy” nie był ani narodowcem, ani antysemitą, ani gejem. Janicka przedstawia wizję Polski przedwojennej i tej lat czterdziestych tak jakby oficjalną armią naszego kraju było NSZ a nie AK a to do AK należeli przecież główni bohaterowie powieści „Kamienie na szaniec”. To AK, które surowo karało antysemityzm było mainstreamem i to oni pomimo wewnętrznego zróżnicowania nadawali ton.

Osoby pokroju Janickiej lubią uważać „społeczeństwo” za faszystowskie czy mówiąc łagodniej prymitywnie – konserwatywne i ksenofobiczne a samych siebie oczywiście za osoby będące ponad tym społeczeństwem. Jednak jeśli się spytać wiecznie prześladowanego prawicowca o to jaka ideologia jest w Polsce obecnie tą oficjalną a jaka spychana na margines to oczywiście, z powodu takiego, że też lubi być ponad masami odpowie, że liberalna to mainstream. I tutaj zaczyna się sprawa Hołowni oraz bardziej radykalnie lubiących występować w roli ofiar konserwatystów. Otóż Hołownia stwierdził, że katolików już w mainstreamie nie ma, że zostali wyrzuceni. Tylko, że ludzie jego pokroju (których on jest jednym z mniej radykalnych przedstawicieli) uważają na przykład w swoich fantazjach, że „Newsweek” i „Polityka” to główny nurt a „Uważam, rze” i „Sieci” to wręcz drugi obieg. No jest to trochę śmieszne ponieważ od ponad dwudziestu lat mamy demokrację a panowie Sakiewicz czy Pospieszalski nadal kreują się na uciśnionych przez główny nurt bojowników o wolność słowa zapominając. A kto niby powiedział, że to Newsweek czy Polityka jest mainstreamem? A może to ich pisma są w głównym nurcie a te liberalne na marginesie? Z takim poglądem Janicka by się zgodziła, szczególnie, że te konserwatywne mają nawet wyższe nakłady. Czyli betonowa, autorytarna lewica kłóci się z betonową konserwą o to kto jest tym uciemiężonym i prześladowanym (jeszcze pytanie czy przez ciemne masy czy establishment). Myślę, że rozsądne byłoby stwierdzenie albo, że określenie „główny nurt” jest określeniem umownym a nie obiektywnym albo, że jest kilka głównych nurtów (na przykład konserwatywny i liberalny) albo jeszcze inaczej, co chyba najbliższe prawdy że wszystkie wysokonakładowe pisma i programy TV łącznie z „Uważam, rze” czy „Sieciami” ale też „Newsweekiem” i „Polityką” do mainstreamu należą.

Czytaj również