Panie Kaźmierczak niech pan się uda do obory a nie robienia biznesu

Drukuj

Na wstępie zaznaczę, że zdaję sobie sprawę z problemów jakie dotykają pracodawców, że bardzo ciężko zarobić tyle, żeby starczyło na wszystkie pensje wraz z podatkami oraz, że to na pracodawcach ciąży odpowiedzialność za prowadzony biznes i za jego przetrwanie, pracownik musi się martwić tylko o swoją działkę.

Jednak obecny kryzys sprawił, że pracodawcom poprzestawiało się w głowach (żeby nie powiedzieć ostrzej) jeśli chodzi o stosunek do pracownika. Najwyraźniej wydaje im się, że zgodnie z prawem dżungli mogą wszystko bo to ich firma (zapominając o tym, że pracownicy już ich własnością nie są). Miałem nadzieję, że większość z tych, którzy wobec pracowników są nieuczciwi chociaż stara się to ukryć jednak okazuje się, że niektórzy z nich publicznie się tym szczycą uważając, że mają prawo do maksymalnego wykorzystania bezrobocia czyli swojej przewagi. Mówię oczywiście o panu Cezarym Kaźmierczaku, który był bardzo oburzony postulatem aby płacić ludziom w miarę godne pensje (pokażcie mi takiego, który przeżyje za obecną minimalną mając na przykład dzieci czy nie korzystając z jakiejś pomocy), dodając wulgarnie, że ma w dupie ludzi, którym płacone są głodowe stawki. Do tego z nieskrywaną dumą stwierdził, że i tak ten głupi jego zdaniem przepis obejdzie. Może chwalił się swoją przedsiębiorczością, czy zaradnością, której definicja przypomina mi tą z lat dziewięćdziesiątych. Zrozumiałbym gdyby ktoś twierdził, że to źle, że ludzie zarabiają tak mało ale jeśli im się zwiększy pensje odgórnie to będzie mniej pracy. Jest to jakiś argument. Ale buta nie obrażając ludzi ze wsi tego wieśniackiego biznesmena przekracza już wszelkie granice. Jak można uznawać możliwość płacenia ludziom psich pieniędzy za swoje święte prawo i do tego w ten sposób o nie walczyć. Nie ma co liczyć niestety na moralność większości biznesmenów, chociaż nie można powiedzieć, że nie są moralni, uważają najwyraźniej, że to co ustalił rynek jest moralne i sprawiedliwe oraz, że moralne i sprawiedliwe jest zarabianie a to, że ludzie się zgadzają (nieważne, że pod groźbą skrajnej biedy) na niegodziwe warunki pracy sprawia, że wszystko jest ok. A przecież rynek jest ślepy i nie myśli więc nie można jego działania rozpatrywać w kategoriach sprawiedliwości czy moralności (z tym zgodzą się chyba nawet najwięksi neoliberałowie). Prawda jest taka, że większość przedsiębiorców płaci najmniej a nie najwięcej jak może (nie wiedzieć czemu nawet na przedsiębiorczości uczono mnie, że tak powinno się robić bo celem firmy jest zysk). Także zrozumiałbym gdyby pan Kaźmierczak był ledwo przędącym biznesmenem, który płaci ludziom wszystko co zarobi, samemu zostawiając sobie tylko na życie czy inwestycje (oczywiście aby stworzyć nowe miejsca pracy). Jednak niestety jak mniemam jest pan osobą majętną i nie przyjmuje pan do wiadomości faktu, że dorobił się pan tylko i wyłącznie dzięki pana pracownikom, którym (jak otwarcie się pan wręcz chwali) chce pan nadal płacić 1500 brutto a może i mniej (o urlopach czy składkach emerytalnych już nawet nie wspomnę żeby nie dostał pan palpitacji serca).

Dodam tylko, że wystarczy aby się zmniejszyło bezrobocie (jak to było zaraz po wstąpieniu do UE) i nagle okazuje się, że przy tej samej koniunkturze, pracodawców stać na nawet dwa razy większe wynagrodzenie za tą samą pracę, a gdy bezrobocie się zwiększa narzekają znów, że płacą ile mogą no i oczywiście dodają, że na pana czy pani miejsce jest stu chętnych. Dochodzi do tego, że niektórzy publicznie uważają fakt, że młodzi po studiach chcą zarabiać 2000zł na rękę (co jak wiadomo jest minimum na samodzielne przeżycie w dużym mieście) za postawę roszczeniową. Świadczy to o tym, że ludzie ci aż za dobrze znają realia rynku pracy za to kompletnie nie znają (czy nie interesuje ich to) realiów życia, nie oceniają oczekiwań finansowych na podstawie tego co za pensję można kupić lecz ile aktualnie za daną pracę wyznaczył tzw. rynek a konkretnie zdesperowani bezrobotni.

Na koniec dodam, że bardzo źle świadczy o środowisku biznesowym, że w jego elitach znajduje się taki ktoś jak pan Kaźmierczak, który swoimi wypowiedziami przywodzi na myśl bardziej oborę czy prymitywnych, wyznających prawo silniejszego biznesmenów z lat dziewięćdziesiątych niż przedstawiciela ludzi na poziomie jak bardzo by się chcieli widzieć nasi pracodawcy, szczególnie poziomie moralnym.

Jak widać dochodzi do sytuacji, w której podważane są wywalczone sto lat temu podstawowe prawa pracownicze.

Czytaj również