Postmodernizm a techniki negocjacyjne

Drukuj

Modernizm zakładał istnienie wielu prawd, przy czym żadna prawda nie była jedyną, różne prawdy były równoważne. Jak wiadomo filozofia nigdy nie jest całkowicie na marginesie życia społecznego i jej przejawy widać w wielu często niespodziewanych miejscach (z resztą każdy ma jakąś tylko często nie jest świadomy, że to filozofia a nie rzeczywistość). Techniki negocjacyjne jakich uczono w tamtych czasach bardzo dobrze to obrazują. Kiedyś uważano, że dobre negocjacje są wtedy gdy uda nam się „ugrać” jak najwięcej dla siebie. Z wiadomych powodów rodziło to konflikt ponieważ przy takim podejściu zawsze jedna ze stron będzie niezadowolona. Poza tym kiedyś wierzono (wielu nadal wierzy), że negocjacje to zawsze gra o sumie zerowej. Co oznaczałoby, że jest określona pula i jeśli jedna ze stron ma więcej to druga niechybnie straci, tak więc przy filozofii modernizmu wyglądało to tak, że są dwie prawdy subiektywne, dwóch partnerów chce możliwie najwięcej dla siebie i ma do tego prawo ponieważ jego racja jest tak samo ważna. Obie strony przekonują się nawzajem dlaczego to jej racja jest ważniejsza. Z pozoru te dwa zdania są sprzeczne logicznie jednak sytuacja wygląda jak podczas meczu, każda drużyna ma takie samo prawo do pucharu więc rozgrywają mecz (gdzie argumenty to bramki). Jednak jeżeli jedna strona jest wygrana to druga musi być przegrana, przy czym w „tradycyjnych” negocjacjach nie istniało coś takiego jak oszustwo, kłamstwo czy nadużycie przewagi. Wszystkie te wyrażenia pozostawiono tym co „nie rozumieją zasad gospodarki” ewentualnie jako wymówkę dla tych co przegrali (nie są uczciwi tylko nie umieją negocjować).

Jednak nadeszły czasy postmodernizmu, który zakłada, że żadna z subiektywnych (w sensie nie tylko subiektywności jednostek ale chyba najbardziej wielkich grup społecznych takich jak komuniści, katolicy, islamscy terroryści czy amerykańscy konserwatyści co dawało złudzenie obiektywizmu przy czym na przykład buddyści już nie bo oni niejako w doktrynie mają brak jedynej prawdy tak jak zresztą niektóre odmiany liberalizmu) prawd, które udają obiektywne nie jest  prawdą. A skoro tak to nie ma za co umierać, zabijać  no a w bardziej przyziemnych sprawach oszukiwać w negocjacjach, przynajmniej postmodernizm zabiera nam usprawiedliwienie dla takiego czynu bo obala naszą rację odbierając nam prawo do walki o nią jako jedyną dla nas czy według nas słuszną (czyli filozoficzna wersja: po prostu różnimy się w poglądach). Nowoczesne techniki negocjacyjne zakładają, że dobre negocjacje to takie gdzie obydwie strony odchodzą od stołu zadowolone. Tak więc wygląda to jak gra na remis i nie jest to dobrowolne tracenie czegoś na rzecz uczciwości tylko po prostu korzystne (na dłuższą metę o ile wszyscy tak grają, bo jeśli nie, to można z taką osobą nie prowadzić drugi raz negocjacji. Z tego powodu zaleca się właśnie negocjowanie tak aby druga strona była zadowolona. Czyli ktoś kto gra tylko na siebie szybko zostanie z papierosem a bez ognia, z resztą ogniem się można podzielić, także osoby negocjujące aby mieć jakiś zysk a nie po to żeby nawet tracąc, ugrać więcej niż partner na dłuższą metę zyskują. Podobnie jak raper, który nie koncentruje się na dissowaniu innych raperów (chcąc uczynić gorszymi innych) tylko na przykład na nagrywaniu własnego materiału. Może nie jest wtedy chwilowo lepszy od tego, który wygrał beef ale za to obiektywnie polepszył się bo nagrał lepiej przygotowany materiał na własną płytę, ewentualnie współpracował z innym raperami dzięki czemu jego płyta jest lepsza). Moim zdaniem negocjacje powinny polegać na dyskusji o tym jakie rozwiązanie jest sprawiedliwe, czyli co jest tym remisem. Wtedy nie marnuje się niepotrzebnie czasu na przykład na zdobycie dziesięciu paczek zapałek gdy mamy drewno ale bez siarki, ktoś ma płomień a ogień jest nam potrzebny na chwilę). Jeżeli ktoś jednak pomimo to nie dyskutuje co jest sprawiedliwe lub tylko udaje, że tak dyskutuje z całą pewnością są inni posiadający potrzebne nam dobro, z którymi o wiele łatwiej się dogadać o ile my mamy coś co oni potrzebują. Bo jak wiadomo wynik 1:1 oznacza często, że oboje mamy coś (ktoś ma draski ktoś zapałki przy czym ogień można mnożyć gdy mamy łatwo dostępne drewno a draska wystarczy nam jedna), gdy jednak zobaczymy, że nasz negocjator chce pięć drasek mając jedną zapałkę bo lubi wygrywać, zawsze można z kim innym zrobić interes pozwalający na rozpalenie dwóch ognisk ewentualnie zagrozić zerwaniem negocjacji. Przykład z ogniskami nieprzypadkowy bo często tak to właśnie wygląda, a związek z postmodernizmem polega na tym, że obie strony starają się spojrzeć na sytuację z boku, bezstronnie (ponieważ wiedzą, że ich prawda subiektywna to po prostu ich interes, często nieracjonalny). Konflikt oczywiście będzie bo nawet z boku postrzegamy coś przez pryzmat różnych wartości (np. jak wycenić draskę na bezludnej wyspie? Wartością rynkową w Europie, czy tym, że my jedliśmy dzisiaj a ktoś trzy dni temu i bez ogniska nie przeżyje?) ale wtedy jest to konflikt konstruktywny, żadna ze stron nie czuje się oszukana, przez to chętnie podejmą współpracę przy budowie łodzi (jeden ma materiały do budowy i strzelbę za to słabo strzela a drugi a drugi potrafi zrobić łódź i szybko biega. Kontaktują się listami na terenie gdzie z daleka widać czy nikogo nie ma, tak aby jeden nie mógł zagrozić swoją strzelbą a drugi nie mógł napaść na pierwszego), na której obydwoje opuszczą wyspę.

Oczywiście nie znaczy to, że nigdy wcześniej nie stosowano takich metod, tylko o to, że jeszcze całkiem niedawno metoda „jak najwięcej dla siebie” była promowana i akceptowana społecznie przez znaczące grupy, tak więc jestem zdania, że postmodernizm (a właściwie postmodernistyczne myślenie) to co opisałem odkrył, nazwał i uznał za lepsze ale nie stworzył. Z pewnością wielu intuicyjnie czuło to już dawno jak i wielu czuje teraz, nie czytając żadnego postmodernisty.

Czytaj również