Ślub Kate i Williama – Marks przewraca się w grobie

Drukuj

Karol Marks, twórca teorii o podziale klasowym w społeczeństwie z pewnością nie byłby zadowolony ze ślubu Księcia Williama i Kate Middleton. Pomimo, że stanowi to pewnego rodzaju urzeczywistnienie jego marzeń o społeczeństwie bezklasowym to podważa główne założenia co do tego jak wygląda społeczeństwo kapitalistyczne (że jest jasno podzielone na nieprzenikalne klasy społeczne) i, że zmienić może to tylko rewolucja…

http://www.flickr.com/photos/sshb/5672257474/sizes/m/
Mezalians ten (o ile w ogóle dzisiaj określenie to ma rację bytu) jest przejawem dużo szerszych przemian społecznych, które u nas dopiero się zaczynają a na zachodzie trwają już od kilkudziesięciu lat zyskując rangę oficjalnych i akceptowanych społecznie (po dojściu pokolenia hippisów do szeroko pojętej władzy politycznej, intelektualnej i generalnie rzecz biorąc kulturowej, chociaż należy dodać, że ich idee bywają bardzo często wypaczane w sposób taki, że zostaje z nich tylko forma, przykładem tego mogą być koszulki z Che Guevarrą czy komercjalizacja duchowości albo pop psychologia z pism kobiecych). Świat zmienia się bez krwawej rewolucji. Wielu socjologów wskazuje na to, że podział na klasy społeczne (niższą, średnią i  wyższą) traci rację bytu, ponieważ ma on sens tylko jeżeli społeczeństwo podziela taką wizję świata, ewentualnie nieświadomie się nią kieruje, zawierając małżeństwa czy ogólnie rzecz biorą nawiązując kontakty w obrębie własnej klasy inaczej traktując przedstawicieli klasy innej niż swoja. Dzisiaj gdy robotnik na zachodzie ma możliwość pojechania kilka razy do roku na zagraniczne wczasy a w niektórych krajach zarabia więcej niż lekarz, natomiast można stać się milionerem nie posiadając środków produkcji, tradycyjny podział na wyzyskiwanych i wyzyskujących staje się po prostu bezsensowny, bo czy prezesa banku można nazwać wyzyskiwanym w sensie materialnym? A nie jest on przecież jego właścicielem lecz został przez kogoś zatrudniony więc nie posiada środków produkcji, (chyba, że własny intelekt).
Jak w wywiadzie dla czasopisma „Twój Styl” stwierdził specjalista od spraw monarchii Hugon Vickers, sytuacja wygląda zupełnie inaczej niż wtedy gdy książę Karol brał ślub z Dianą. Książe William jego zdaniem miał wolny wybór, szczególnie, że nie chodziło o ślub z przedstawicielką innej dynastii (wtedy w grę wchodziłaby polityka). Tym bardziej, że nie jest to europejski precedens lecz coś co powoli zaczyna być standardem. Przyjaciel Karola Marksa – Fryderyk Engels pisał (na przełomie XIX i XX wieku), że proletariusze zawierają małżeństwa z przyczyn emocjonalnych, natomiast tak zwane wyższe sfery bardziej z tego co nazywa się potocznie (jednak moim zdaniem nieuprawnienie) rozsądkiem (bo czy zawieranie małżeństwa z osobą której się nie kocha jest rozsądne?). Szczególnie w warstwie arystokracji nie chodziło o miłość lecz skoligacenie dwóch rodów, małżeństwo było swoistą transakcją nie tylko między panem i panną młodą ale głównie ich rodzinami. Polityka, interesy czy pieniądze były ważniejsze od tego dla wielu najważniejszego uczucia. Jednak jak już mówiłem, od jakiegoś czasu tego typu małżeństwa stają się powoli standardem. Księżniczka Szwecji wyszła za swojego trenera, książę Danii za prawniczkę a Hiszpanii za dziennikarkę, tak więc przy tych wydarzeniach ślub księcia z absolwentką (ma szansę stać się pierwszą w historii Wielkiej Brytanii królową z wyższym wykształceniem) prestiżowej wyższej uczelni pochodzącą z rodziny milionerów przestaje być czymś niezwykłym. Wśród tak zwanego ludu (czyli w klasie średniej i robotniczej) Europy zachodniej zdziwienie budzi nie małżeństwo robotnika z lekarką lecz rozpatrywanie tego w kategoriach mezaliansu, bo tam wykonywana praca przestaje już stanowić o tym kim się jest. Panuje indywidualizm więc opinia innych a to nią de facto jest status społeczny nie jest czymś czym ludzie się najbardziej martwią a zbytnie przejmowanie się zdaniem innych ludzi (z czego za granicą słyną Polacy) uznawane jest za coś dziwnego i generalnie rzecz biorąc niepożądanego.
Do lamusa odchodzą stare snobizmy. O statusie społecznym (o ile w ogóle takie pojęcie ma sens) przestają powoli decydować pochodzenie, czy koligacje rodzinne a zaczynają: styl życia, pieniądze, wygląd czy wykształcenie no i oczywiście wykonywany zawód. Wszystko to panna młoda ma, tak więc nazywanie tego związku mezaliansem już niedługo stanie się jedynie pomnikiem naszych czasów, bo jest duża szansa na to, że następne pokolenia nie będą już rozumiały tego terminu, podobnie jak dzisiejsze nie rozumie jak można się z kimś nie ożenić bo babcia zabrania (choćby była królową). I to wszystko dzieje się po upadku komunizmu w Europie i bez proletariackiej rewolucji…

Czytaj również