Uważam, że (nie z każdym) warto rozmawiać

Drukuj

Różnice poglądów w państwie demokratycznym są rzeczą oczywistą, wręcz pożądaną. Telewizja publiczna będąca jedną z głównych instytucji takiego państwa powinna ten pluralizm zapewniać, to znaczy prezentować poglądy wszystkich opcji. Jest to jedna z głównych aren debaty publicznej więc dostęp do niej powinien być zagwarantowany dla każdego nurtu (dyskusje czy musi to być nurt liczący się pozostawmy na potem). Jednak moje zdanie jest takie, że opcje polityczne czy światopoglądowe powinny wybierać (na przykład poprzez publiczne poparcie) reprezentantów, którzy prezentują jakiś, odpowiedni dla aktualnego systemu społeczno-politycznego poziom. Bo program, którego zdjęcie wywołało taką burzę chyba czerpał wzorce z poprzedniej epoki zmieniając jedynie treść topornie wtłaczanej do głów (za pomocą prymitywnej manipulacji) ideologii. Nie chcę (w tym artykule) z tą ideologią dyskutować, chodzi mi właśnie o formę i dla tego w pełni popieram zdjęcie z anteny programu „Warto rozmawiać”. Felietony, w których fakty były łączone tendencyjnie do granic możliwości wręcz obrażały inteligencję przeciętnego widza, stając się co najwyżej materiałem szkoleniowym dla socjologów (i to I roku) na zajęciach o manipulacji w mediach (na przykład chodzi mi tu o porównywanie przeciwników obecności krzyża w państwowych instytucjach do bolszewików, czy nawet nazistów oczywiście za pomocą baaardzo subtelnych aluzji). Argumenty prowadzącego w stylu: „bo taka jest tradycja” również nie wnosiły zbyt wiele do debaty publicznej, szczególnie, że korzystał z bardzo różnych tradycji, również tych całkiem nieodległych.

Przecież jest wielu konserwatywnych publicystów, którzy parafrazując słowa S. Sierakowskiego, „nie kompromitują opcji, których są reprezentantami”.

Czytaj również