Witamy w średniowieczu

Drukuj

Piszę ten artykuł już po odrzuceniu przez sejm wszystkich trzech projektów dotyczących związków partnerskich (chociaż tytuł został wymyślony po debacie a jeszcze przed głosowaniem). Każdemu normalnemu człowiekowi nasuwa się proste pytanie. Dlaczego dwoje ludzi, którzy coś do siebie czują a nie chcą lub nie mogą zawrzeć małżeństwa nie może zawrzeć umowy, która usankcjonowała prawnie ich status i pozawalała w świetle prawa być parą co by miało swoje konsekwencje? Osoby takie mogłyby się odwiedzać w szpitalu, dowiadywać się o stanie zdrowia partnera (poseł Solidarnej Polski stwierdził, że już mogą za zgodą partnera no ale co jak partner jest nieprzytomny), zawierać wspólnotę majątkową, dziedziczyć po sobie (jak chciał Artur Dunin dopiero po roku), czy w końcu jak chciały RP i SLD a nie chciała PO wspólnie się rozliczać. Co w tym złego? Jak posłowie prawicowych partii wytłumaczą to, że na taki stan rzeczy się nie zgadzają, że są nadal za dyskryminacją osób nie będących w małżeństwie a traktowanych przez prawo jak obcy sobie ludzie? Aby się tego dowiedzieć obejrzałem debatę sejmową, która pomimo tego, że jako Polak dużo już w polityce widziałem przerosła moje oczekiwania. Głównym ich argumentem (bo racjonalnych oczywiście brak) jest ideologia i tradycja, która odbiera kochającym się ludziom prawa (a nie przywileje jak chciałaby prawica), które przysługują na całym zachodzie nawet jeśli nie są małżeństwem.

Prym w oszołomstwie wiodła oczywiście Krystyna Pawłowicz z PiS. Swoje wystąpienie zaczęła od stwierdzenia, że skandalem jest zajmowaniem się takimi sprawami w dobie kryzysu i bezrobocia. Otóż chciałem nadmienić, że sejm powinien zajmować się różnymi sprawami, nie tylko gospodarczymi szczególnie, że ten problem dotyczy znacznej części Polaków. Pani Pawłowicz nie mogła ścierpieć tego, że musi w ogóle się wypowiadać w takich kwestiach jak związki partnerskie więc zionęła wręcz z mównicy „świętą złością” i oburzeniem. Dalej było już tylko gorzej, mówiła coraz większe brednie. Na przykład takie, że projekty te są niezgodne z konstytucją, ani nie mają żadnej podstawy prawnej, bo w konstytucji jest nie tylko zapisane, że małżeństwo to związek kobiety i mężczyzny ale też, że zapis ten został wprowadzony po to aby cytuję: „U NIE MOŻ LI WIĆ!!!” zawieranie związków przez osoby tej samej płci. Z błędu wyprowadził ją Ryszard Kalisz, który akurat był przy ustalaniu konstytucji. Poza tym tak na zdrowy rozum czytając ten paragraf (posłanka powoływała się na stenogramy ale one jak wiadomo nie są częścią konstytucji więc pozostańmy przy paragrafie) to patrząc logicznie to, że o czymś konstytucja nie pisze to nie znaczy, że to jest zakazane, nie ma tam nic, że nie można zawierać związków partnerskich przez hetero czy homoseksualistów, poza tym mówienie w sejmie, że czegoś nie można bo takie mamy prawo jest bezsensem, przecież to ten sejm prawo ustala czy zmienia gdy jest złe lub nieżyciowe. Z taką logiką nigdy nie byłoby żadnej zmiany. Poza tym posłanka nie wspomniała o najważniejszych prawach człowieka jakimi są prawo do wolności, bycia niedyskryminowanym ze względu na między innymi przekonania czy orientację seksualną i najważniejszym czyli prawie do szczęścia, a postulaty PiSu łamią wszystkie te prawa uniemożliwiając ludziom osiągnięcia pełni szczęścia (usankcjonowania związku) ze względu na przekonania (nie chcą lub nie mogą być małżeństwem).

Samego siebie przeszedł też poseł Solidarnej Polski – Tadeusz Woźniak, który pomimo, że wypowiadał się spokojnie to również mówił od rzeczy. Generalnie prawica podczas tej debaty miała ogromną skłonność do teoretyzowania pomijając całkowicie (lub tylko wspominając) o realiach, o ludziach, którzy ucierpią ze względu na takie stanowisko. Oni woleli mówić o tym, że rodzina jest najważniejsza, że takie związki bez ślubu to przedmiotowe traktowanie partnera (jakby małżeństwo zapewniało podmiotowe, ale to już taki bezsens, że nie ma sensu z nim polemizować) w celu tylko i wyłącznie zaspokojenia swojego popędu seksualnego. Widać są całkowicie odrealnieni i zapatrzeni tylko i wyłącznie w ideologię bo każdemu z nas wiadomo, że miłość jest ślepa na to w jakim stanie cywilno-religijnym się znajduje. Najśmieszniejsze czy bardziej ze względu na to, że są to posłowie najstraszniejsze jest to, że ludzie ci mówią o tym, że rodzina jest najważniejsza podczas gdy jednocześnie odmawiają jej podmiotowości. Dla nich rodzina nie jest wartością samą w sobie, powstałą w celu zaspokajania potrzeb jej członków (nazywają takie podejście hedonizmem i egoizmem) ale rodzina ma według nich czemuś służyć, w tym wypadku państwu, ma wytwarzać i socjalizować nowych obywateli, jeśli tego nie robi to nie ma prawa do praw wymienionych w ustawie o związkach partnerskich. Jeszcze dalej poszedł poseł Artur Górski, który stwierdził, że nie ma miłości bez prokreacji, ale to już zostawmy. Ja śmiem twierdzić, że z rodziny nie musi być pożytku, pożytek z niej powinni mieć wyłącznie jej członkowie a nie społeczeństwo, oczywiście nie wyklucza to społecznego zaangażowania jej członków, ale pogląd rodem z dziewiętnastowiecznej socjologii czy wręcz PRLu, że rodzina to miniaturka państwa lub podstawowa komórka społeczna jest mi zdecydowanie obcy, zresztą nie tylko mi, takie trendy (rodzina jako byt autoteliczny) można zauważyć na całym zachodzie, także u nas czego członkowie PiS, PSL części PO czy SP zobaczyć nie chcą.

Generalnie posłowie prawicy odbierali ten projekt jako atak na rodzinę. Powiedzcie mi w jaki sposób osoby zawierające związek partnerski atakują rodzinę? Czyją rodzinę zaatakowały bo ja takiej nie znam? W czym oni czy one jej uwłaczają lub jak odbierają jej wartość? Przecież żaden z projektów nie zabraniał tworzenia małżeństw czy zakładanie rodzin w tradycyjnym pojęciu. Moim zdaniem konserwatyści w przeciwieństwie do liberałów chcą mieć nie tylko możliwość realizacji własnych wartości w społeczeństwie, oni chcą mieć MONOPOL, są przeciwni wszystkiemu co nie mieści się w ich poglądach i są w stanie o to walczyć nawet za cenę krzywdzenia znaczącej części Polaków. Najspokojniej i najbardziej rzeczowo z przeciwników wypowiadał się poseł PSL, który jednak miał ciekawe i dość wąskie pojęcie tolerancji. Mówił on, że szanuje osoby o innych poglądach ale to nie znaczy, że ma rezygnować z poglądów własnych. Brzmiało by całkiem do rzeczy (w końcu jak do tej pory najczęściej taką zasadą kierowała się Platforma nie będąc „strażnikiem dekalogu” pomimo wyznawania go) gdyby ów poseł poparł projekt mówiąc, że samemu w związek homoseksualny nie wejdzie. On jednak w imieniu swojej partii wszystkie trzy projekty odrzucił, czyli jak widać jego szacunek dla osób, które chcą wejść w związek partnerski ogranicza się do uznania chęci ale już nie do pozwolenia im na życie po swojemu.

Posłowie a w szczególności posłanki PiS wpadły dodatkowo w „święty szał” gdy na mównicy pojawiła się rzecznik do spraw równego statusu kobiet i mężczyzn – Agnieszka Kozłowska-Rajewicz zagłuszając ją i nie pozwalając dojść do głosu. Słusznie zauważyła ona, że widocznie protestujący boją się, że powie coś strasznego jednak nic takiego się nie stało. Rzecznik zwróciła jedynie uwagę na homofobiczne okrzyki z sali. Z kolei Ruch Palikota pokazał dwa oblicza: spokojny i bardzo rzeczowy wywód Roberta Biedronia, który nie miał nic wspólnego z przypisywaną gejowskim aktywistom zaciekłością i bardzo trudno byłoby podważyć w nim chociaż jedno zdanie (czego przeciwnicy nawet nie starali się zrobić), oraz emocjonalne i stanowcze wystąpienie posła Elsnera, który zaczął swoje od uwagi, że „tu jest ten świat” a królestwo Jezusa z tego świata nie jest i nie można używać w tej argumentacji dekalogu gdyż nie może on jak chciałby Zbigniew Ziobro stanowić podstawy dla prawników przy ustalaniu prawa. Kogoś kto tak sądzi zapytałbym czy jest za tym aby ustawowo karać za nie święcenie dnia świętego, wyznawanie innego lub o zgrozo żadnego boga czy nie szanowanie rodziców pedoifilów. Jeszcze pozostaje kwestia cudzołóstwa lub pożądaniu żony bliźniego. Czy za samo pożądanie też należy karać? W tym wypadku lepiej mają kobiety bo w dekalogu nie ma nic aby nie pożądały cudzych mężów. Poseł Elsner oprócz powoływania się na wyższe wartości, takie jak wolność pokazywał też konkretne przykłady ludzi, którzy cierpią przez obecne prawo. Dobra idea, powiedzcie w twarz tym (zaproszonym) ludziom dlaczego im utrudniacie życie i odbieracie należne prawa.

Konieczność wprowadzenia związków partnerski jest dla mnie oczywista. W końcu każdy ma prawo żyć jak chce a państwo o ile nie zagraża to innym ludziom (co niedorzecznie starała się nam wmówić prawica) ma obowiązek to umożliwiać. W końcu prawo ma ułatwiać a nie utrudniać życie obywatelom i ma im służyć. Człowiek nie może być narzędziem w rękach chorych (głównie ze względu na chęć bycia jedynymi dopuszczalnymi) choć być może pięknie brzmiących idei nazywanych przez prawicę buńczucznie uświęconymi przez tradycję wartościami. Którą tradycję? Chyba nie tą leżącą u podstaw współczesnej państwowości i prawa oświeceniową? Prawica chce zdehumanizowania naszego kraju (pomimo tego, że w swojej hipokryzji uważa się za obrońców ludzkiej godności chcąc jednocześnie sprowadzić rodzinę do roli komórki rozpłodowej). Czy tak ma wyglądać godność? Dla posłów PiS i SP dane demograficzne (dobrze, że nie eugeniczne) były ważniejsze od szczęścia jednostek. Pytanie tylko w jaki sposób przyznanie gejom czy lesbijkom lub związkom heteroseksualnym prawa do zawierania związków partnerskich miało by zmniejszyć liczbę urodzeń w społeczeństwie, przecież geje czy lesbijki i tak zwykle dzieci nie mają a sam fakt ślubu nie sprawi, że para heteroseksualna zapragnie je mieć. W ogóle, jedyną odpowiedzią prawicy na wszystkie pytania jest: „bo tak mówi tradycja” lub „bo taka jest ludzka natura” (powoływanie się na naturę ludzką, którą konserwatywne nieuki znają przecież na wskroś zastępuje średniowieczne „bo bóg tak chciał”). Wszystkie te argumenty nie wynikają z racjonalnego rozumowania ani tym bardziej ze zdobyczy nauk humanistycznych (chyba, że tych będących w służbie ideologii gdzie na przykład pewni naukowcy doszli na przykład do wniosku, że naturalna dla małych samców szympansów jest zabawa samochodzikami co miałoby dowodzić, że różnice genderowe wynikają z natury, tylko, że szympansy, niezależnie od płci nie jeżdżą zwykle samochodami, ale o tym kiedy indziej) lecz z emocji i ślepego wyznawania tego co jest lub co według nich być powinno. Nie ma tu miejsca na żadną rozsądną dyskusję. Oczywiście związki partnerskie u nas to tylko kwestia czasu (chyba, że przydarzy się jakiś polityczny kataklizm). Ludzie nawet będący przeciwko, uważają tak ponieważ jest to dla nich nowość, coś do czego nie są przyzwyczajeni, dlatego trzeba tych niezdecydowanych czy umiarkowanych przeciwników do gejów, lesbijek i osób, które nie chcą małżeństwa przyzwyczajać bo to co znane wydaje się bardziej oswojone i mniej groźne. Jeszcze na koniec chciałem dodać, że żaden z projektów nie zakładał umożliwienia takim związkom adopcji więc jest to projekt, który w niedalekiej przyszłości jak najbardziej ma szansę wejść w życie.

Czytaj również
  • Piotr

    Ja ciągle ale to ciągle nie mogę zrozumieć po co komu związki partnerskie. Jaki jest ten powód dla którego ktoś „nie może albo nie chce” wziąć ślubu. Poważnie pytam, bo nie rozumiem. Przecież to tyle samo papierów i tyle samo załatwiania. Jakie to ma plusy?

    No chyba że to tylko o sama taktykę przepychania się w sejmie chodzi, że brzmi to lepiej dla umiarkowanych homofobów.

    • Piotr Sokołowski

      Nie jest tyle samo papierów, żeby zawrzeć związek wystarczyłaby zwykła umowa u notariusza. Niektórzy mają niechęć do instytucji małżeństwa, źle im się kojarzy i nie chcą dla zasady, inni nie chcą aż takich zobowiązań, jeszcze dla innych to zbyt poważny lub na przykład zniewalający czy wiążący krok, powodów może być wiele, zapytaj tych co nie chcą a jest ich jak widać wielu. A co do tych co nie mogą to chodzi o gejów i lesbijki więc w tym wypadku wasze słynne pytanie: po co to komu? jest bezzasadne a odpowiedź na nie jest jedna, widocznie komuś to potrzebne, to, że wam nie to nie znaczy, że należy zakazywać innym.

      • Agnieszka

        Wszystko to co Pan pisze [o co zabiegają m.in. "geje i lesbijki"] reguluje kc [Kodeks Cywilny] , polecam jako lekturę.Toteż zapytam: po co mnożyć akty prawne?

  • Piotr

    Ale ja jak najbardziej poważnie pytam: po co to komu? Bo o ile jak najbardziej rozumiem argument z równego traktowania i akceptuję idee małżeństw jednopłciowych, tak kompletnie nie rozumiem jaka przyświeca idea budowania tego konceptu prawnego który rożni się tym że się inaczej nazywa. No chyba że się mylę, że się nie rożni, wtedy niech mi ktoś wyjaśni czym. Dokładnie o to pytam.

    Bo jak na razie to ja widzę walkę o prawo Rosy Parks do jeżdżenia z tyłu autobusu.

    • Piotr Sokołowski

      Różni się od małżeństwa przede wszystkim łatwością zawarcia i łatwością zerwania (też wystarczy pójść do notariusza), nie znam mówiąc szczerze wszystkich zasad w małżeństwie (jeszcze na pewno dochodzi adopcja, inne zasady podziału majątku). Generalnie idea główna jest taka, żeby było to coś pomiędzy związkiem nieformalnym (nie mającym żadnych uprawnień) a małżeństwem.

    • Adam

      Jak nie wiesz o co chodzi to chodzi o pieniądze;). Dzięki związkom partnerskim, takie osoby mają prawa do renty, dziedziczenia, części ulg i wspólnych rozliczeń.

      Dla mnie głównym argumentem przeciw takim związkom jest fakt, że taka para ludzi, którzy nie podejmują się trudu wychowania dzieci, otrzymuje niemal takie samo wsparcie od państwa jak rodzina z dziećmi. Co właściwie nie leży w interesie budżetu jak i społeczeństwa.

      • Piotr Sokołowski

        Rodzina, jaka by nie była nie musi leżeć w interesie budżetu ani społeczeństwa lecz w interesie własnych członków. To co piszesz to XIX wieczne myślenie. Poza tym w związkach partnerskich też często są dzieci, już 20% rodzi się poza małżeństwem.

      • Aśka

        Skoro taka para nie podejmie trudu wychowania dzieci, to nie będzie wspierana przez państwo wyłącznie z tytułu nieposiadania dzieci.
        Jest wiele bezdzietnych małżeństw i co? Są w lepszej sytuacji niż pary w związkach nieformalnych z dziećmi przy boku.
        Jestem za związkami partnerskimi.

      • koloratura1

        Nie słyszałeś o faktach pobierania się osób w wieku lat 50 i więcej?
        Zapewniam Cię – zdarza się i to nierzadko.
        Oni też będą płodzić dzieci na potęgę?

        A może zakażesz takich związków?

        PS. A co z osobami bezpłodnymi i tego faktu świadomymi? Mają prawo się pobierać czy nie?

  • Ania

    Może przeciwnicy związków partnerskich nie muszą wcale ROZUMIEĆ, po co innym ludziom taki związek, może po prostu dajcie żyć innym, dajcie im wolność, przestrzeń, dajcie im święty spokój. Przestańcie zaglądać dorosłym ludziom do łóżek, zajmijcie się swoimi łóżkami.

    • Piotr Sokołowski

      Dokładnie