Co odróżnia liberała od konserwatysty?

Drukuj

Konflikt między wolnością i bezpieczeństwem, czyli dwiema fundamentalnymi w życiu każdego z nas wartościami, towarzyszy myśli ludzkiej już od czasów Freuda (przynajmniej współcześnie). Jak wiadomo za dużo wolności może spowodować utratę poczucia bezpieczeństwa. Natomiast zbyt dużo zasad, zakazów czy działań mających nam to bezpieczeństwo zapewnić (a w szczególności nakazów) wręcz siłą rzeczy powoduje ograniczenie wolności. W sensie politycznym na skrajnych biegunach tej osi leży anarchizm (wolność) i faszyzm (ucieczka od tej wolności w imię ładu, który ma zapewnić poczucie przewidywalności a co za tym idzie bezpieczeństwa bo boimy się nieznanego często nawet gdy jest to coś dobrego czy korzystnego). W dzisiejszych czasach w głównym nurcie politycznym nie ma aż takich skrajności. Miejsce anarchizmu zajął liberalizm, miejsce faszyzmu konserwatyzm (stopień konserwatyzmu jest jednym z wyznaczników miejsca na słynnej skali F, mającej mierzyć poziom odpowiedzialnych za faszyzm cech ludzkiej osobowości). Jak nietrudno się domyślić, liberalizm zakłada wiarę w generalnie dobrą naturę ludzką (za Rousseau), człowiek robi źle tylko gdy musi (lub uczy go tego złe społeczeństwo), rozwiązaniem jest zapewnienie/umożliwienie mu zaspokojenia podstawowych potrzeb jak i podpisanie umowy społecznej, pewne zachowania ograniczającej. Gdyby zakładał, że człowiek z natury jest zły a dopiero społeczeństwo czyni go dobrym, nie mógłby przecież postulować ograniczenie władzy tego społeczeństwa bo byłoby to nierozsądne. Konserwatyzm natomiast ma dużo bardziej pesymistyczną wizję natury człowieka (za Hobbsem), przedstawiciele tego nurtu uważając liberałów za naiwnych, twierdzą, że człowiek robi źle gdy tylko ma możliwość (a nie przymus jak u liberałów). Przy czym oni sami nie nazywają siebie pesymistami tylko rozsądnymi realistami. Uważają, że człowiek z natury jest egoistycznym zwierzęciem i dąży tylko do maksymalizacji własnych zysków (zapominając, że zyski mogą być różnego rodzaju, niekoniecznie ekonomicznego) nie patrząc na nikogo. Oczywiście według tego nurtu, empatia czy moralność nie jest wynikiem jego natury czy przemyśleń lecz pochodzącymi od instytucji zasadami narzuconymi najlepiej przemocą („bo inaczej się nie da, przecież nikt normalny nie będzie sam się ograniczał”). Biorąc pod uwagę, że ludzie są różni rzeczywiście można powiedzieć, że są tacy, których przed zrobieniem czegoś złego powstrzymuje jedynie prawo (czy generalnie wizja kary) jak i tacy, którzy sami się potrafią kontrolować (oczywiście według nie liberałów jest to wynik internalizacji norm społecznych, jednak konia z rzędem temu, kto powie dlaczego dana jednostka zinternalizowała akurat te a nie inne normy społeczne. Jednak jak udowodnić, że człowiek po prostu sam nie doszedł do czegoś do czego społeczeństwo (czyli ktoś) doszło przed nim? Co by dodatkowo wskazywało na istnienie praw naturalnych (to, że nie zawsze dominowały to nie znaczy, że ich nie było), co jest całkiem logiczne bo niby czemu nie pomóc gdy ktoś ma taką możliwość. Chyba, że nie chcemy być „frajerami”. No ale to już czysto społeczna kategoria, także brak niesienia pomocy w sytuacji gdy bez problemu jest to możliwe z całą pewnością ma pochodzenie społeczne, tym bardziej, że większość z nas zwykle odczuwa taką chęć. Jednak norma aby się „nie wychylać” jest bardzo silnie zakorzeniona w naszym kraju co z pewnością miało sens w PRLu gdy bez znajomości czyli akceptacji innych nie można było załatwić dosłownie niczego, nawet mając pieniądze a nie będąc akceptowanym, („bo zgrywa się bohatera” czy „udaje dobrego” a nawet „wywyższa”, przy czym być może nie da się udowodnić, że ktoś jest bohaterem obiektywnie natomiast bardzo łatwo, że osoba przez niego uratowana nadal żyje) istniało ryzyko, ze ktoś nam odmówi na przykład naprawy samochodu, którego również się nie dostawało tylko za pieniądze.

No ale wracając do sedna. Nieodłącznym elementem liberalizmu jest optymizm co do natury człowieka. Jeżeli uważamy, że ludziom nie można dawać wolności bo wtedy zaczną robić źle to logiczne jest, że będziemy za konserwatyzmem. Tylko ciekawe po co ludzie mają wyrządzać komuś krzywdę? Zwykle dla poczucia władzy czy pieniędzy. Jednak kto udowodni, że dążenie do władzy  (która bez społeczeństwa czy porządku społecznego nie istnieje, wtedy ewentualnie może istnieć przewaga jednak wolny człowiek w pewne relacje, które mu nie odpowiadają po prostu nie musi wchodzić, chyba, że społeczeństwo jest tak skonstruowane, że musi bo nie będzie miał „na chleb” a „zepsuta” reputacja, plotka czy „wilczy bilet” skutecznie mu to uniemożliwią gdzie indziej, bo „gdzie indziej” ludzie tak samo myślą) wynika z naszej uniwersalnej społecznej natury. Jednak w wolnym społeczeństwie obywatelskim nie ma wspomnianej w nawiasie możliwości (tak samo jak sprawdzanie matur na zewnętrz odbiera władzę nauczycielom bo zdecydowanie trudniej jest kogoś „usadzić” na koniec roku niż obniżyć mu ocenę na maturze, bo „może i dobrze napisał, ale miał szczęście” lub „nie reprezentuje odpowiedniego poziomu” ewentualnie „oceniam jego postawę” ewentualnie „całokształt” ). Ludzie nie zmuszeni myślą inaczej ale w ten sam sposób zwany fenomenologicznym i jest to całkowicie logiczne, myślą tak bo coś widzieli a nie dlatego, że grupa społeczna im tak każe (aby odróżnić się do innej grupy i potwierdzić przynależność do własnej, albo jest to po prostu w jej interesie co za tym idzie danej jednostki, przynajmniej częściowo, bo brak wolności już ciężko nazwać jej interesem), stąd zaskakujące podobieństwa między ludźmi z bardzo odległych kultur. Tak więc indywidualiści pomimo różnic co do miejsca zamieszkania, koloru skóry, pracy czy pochodzenia, po prostu na te same tematy dysponując tą samą wiedzą (co do faktów nie opinii) mają podobne poglądy i podobne wyczucie sprawiedliwości na przykład (niezależne od „punktu siedzenia”). Co dla niektórych jest nie do uwierzenia. Nie mówiąc już o tym, że każde dziecko świata cieszy się gdy jest zadowolone a płacze gdy mu czegoś brakuje, lub się boi.

Jeżeli jednak uważamy, że ludzie są źli, to znaczy, że się automatycznie tych ludzi boimy. Wtedy zwykle postulujemy wprowadzeni jakiegoś porządku (co jest normalne na przykład w ruchu drogowym, jednak te zasady większość ludzi uznaje sama z siebie, nawet gdy ich nie przestrzega to nie powie, że są niepotrzebne), bo skoro gdy tylko mogą, nie respektują praw innych ludzi to znaczy, że naszych najprawdopodobniej również nie będą, tak więc w takiej sytuacji postulujemy wprowadzenie pewnych zewnętrznych (prawnych, kulturowych czy obyczajowych) ograniczeń tak aby poczuć się bezpieczniej, rezygnując nawet z własnej wolności (bo martwym się ona nie przydaje). Jednak taki „realizm” prowadzi w kierunku faszyzmu i tylko od nas zależy jak daleko tą drogą pójdziemy (oczywiście im bardziej niepewna, niejasna i niekomfortowa sytuacja w kraju tym większe ryzyko).

Czytaj również