Wrocław bez nienawiści i pogardy

Drukuj

Dnia 23.03.2013 roku odbyła się we Wrocławiu demonstracja przeciwko panoszącej się ostatnio w mieście za sprawą NOP-owców czy ONR-owców (chociaż niestety nie tylko bo  według wielu z pozoru normalnych ludzi powinny obowiązywać różne cenzusy obecności w przestrzeni miejskiej) ksenofobii. Pod hasłami „Wrocław dla wszystkich bez nienawiści” czy skandowanym z platformy: „jedna Polska antyfaszystowska” podpisze się chyba każdy. W końcu nikt normalny nie chce aby pochody brunatnych, którzy w sposób oczywisty nawiązują do faszyzmu (i co z tego, że kiedyś ginęli z rąk Hitlera, to tak jakby powiedzieć, że polscy komuniści nie byli komunistami bo zginęli z rąk Stalina) stały się w jego mieście codziennością i to codziennością pozostawioną bez jakiegokolwiek odzewu. Drugim powodem zorganizowania demonstracji były ostatnie ataki na obcokrajowców czy lewicowo nastawione centra kultury czy ogólnie życia (włącznie z o mało co nie śmiertelnym pobiciem squatersa z Wagenburga).

Postanowiłem wziąć w tej demonstracji udział ponieważ uważam za konieczne pokazanie, że we Wrocławiu aktywni są nie tylko faszyści (tak ich będę nazywał bo „heilują”, ubierają brunatne koszule, używają krzyża celtyckiego jako symbolu a do tego głoszą pełne nienawiści i pogardy dla wszystkich innych hasła), że normalni ludzie też potrafią się zorganizować i zaprotestować pod hasłami, które są bliskie a przynajmniej nieodpychające nawet dla rozsądnych konserwatystów (bo przecież samo niewyznawanie konserwatywnych wartości nie niszczy ich) czyli w sumie dla bardzo zdecydowanej większości Polaków.

Teraz postaram się odpowiedzieć na pytanie dlaczego Wrocław powinien być dla wszystkich. W dzisiejszych czasach należałoby raczej zapytać: „dlaczego nie?”. Przecież w dyskursie publicznym dawno już porzucono pogląd mówiący, że człowiek musi udowadniać swoje prawo do życia w jakimś miejscu. Odbiera się to prawo tylko tym, którzy zagrażają w jakiś sposób innym ludziom co określa litera kodeksu karnego (czyli argumenty prawicy „oszołomskiej”, że wszyscy dookoła, łącznie z PKP, co zasugerował ostatnio Sakiewicz zagrażają ich życiu nie są tu brane pod uwagę). Jak się okazuje jeśli już ktoś nie ma prawa do życia we Wrocławiu to właśnie ci, którzy chcą to prawo odebrać jakimś grupom społecznym czy jednostkom. Oczywiście jako liberał nie mówię tu o sytuacjach gdy ktoś bluzga na czarnych, Żydów, gejów etc. przed telewizorem lecz gdy swoją nienawiść chce wprowadzać w czyn i nie chodzi tu o niepodanie ręku komuś lecz agresywną napaść fizyczną czy do takich napaści nawoływanie. Takie są normy obecnego świata, przynajmniej te oficjalne. Niestety jest całkiem spora grupa ludzi, którzy pomimo tego, że w te normy się nie wpisują (tolerancja jest bardzo podstawową zasadą), uważają, że to właśnie oni są ci „normalni” a cała reszta ma ich pytać o to czy ma prawo do życia oraz co zrobić aby to prawo uzyskać (oczywiście upodobnić się do nich bo swój styl życia i bycia uważają za obiektywnie słuszny czy wręcz rozpatrują go w kategoriach moralnych a nie tylko obyczajowych czy stylu i mody). Uważają, że to oni jako ci „normalni” (czy czasem jako rdzenni mieszkańcy) mają prawo decydować kto „na mieście” powinien się pojawiać a kto nie. Ta grupa, chociaż nie są to faszyści jest niesłychanie arogancka wobec całej reszty oraz najczęściej posiada w sobie wiele pogardy i autorytarny rys osobowości, który nakazuje im podporządkowanie się „starym normom” typu „Polak-katolik”, „kobieta- Matka Polka” czy tym nowszym (bo konserwatyzm też ciągle ewoluuje) takim jak kariera, wygląd, pieniądze czy odpowiedni sposób bycia i specyficznie pojęta kultura osobista oparta na wywyższaniu się co jak wiadomo w Polsce od zawsze uznawane jest za bardzo niekulturalne (żeby nie było, że nie uznaje żadnych „tradycyjnych” wartości). To właśnie te cenzusy, które wielu z nas niestety stara się ustalać nie mając do tego żadnego prawa, o czym często nie wiedzą wykluczani. Najbardziej „nowożytnym” przykładem tego typu myślenia jest selekcja w klubach. Na szczęście w moim mieście dotyczy ona zwykle stopnia upojenia alkoholowego (co nie jest cechą wrodzoną) oraz czasem ubioru i jest na przykład zakazana (poza owym upojeniem alkoholowym czy przychodzeniem w dresach) gdy ktoś wynajmuje lokal od miasta.

Na paradzie postanowiłem sprzeciwić się pogardzie dla innych i to pogardzie do tego stopnia, że nie daje się danemu człowiekowi nawet prawa do obecności w moim mieście. Demonstracja była organizowana całkowicie oddolnie i chociaż organizowały ją środowiska antysystemowej lewicy do zaproszony był na nią każdy (przyszli nawet Romowie, którzy zostali wzięci na platformę, podejrzewam, że nieczęsto spotyka ich tyle ciepła ze strony białych Polaków, widać było, że pomimo zdziwienia bardzo im się to podobało). Oczywiście było wielu uczestników o „alternatywnym” wyglądzie jednak zdecydowana większość była ubrana zwyczajnie. Nie była to parada lewaków czy pedałów jak to komentowali niektórzy bo sztandary anarchistyczne czy mówiące o prawach gejów stanowiły mniejszość (chociaż nieodzowną). Większość haseł dotyczyła ogólnych spraw. Sam zostałem wmanewrowany w niesienie transparentu (ponieważ jednej z uczestniczek zmarzły ręce) z hasłem: „każdy inny wszyscy równi”, pod którym jak najbardziej się podpisuję. Przed demonstracją trochę obawiałem się konsekwencji takich jak atak faszystów czy niesłuszne aresztowanie, szczególnie, że panowie z Antify rozdawali ulotki przygotowujące na taką sytuację. Miałem tylko nadzieję, że robią to czysto pro forma. Naprawdę inaczej ogląda się zamieszki na ekranie telewizora a inaczej sprawa wygląda gdy stoi się obok zamaskowanych młodzieńców z dużym pokładem napięcia emocjonalnego (nawet jeśli ich gniew jest uzasadniony). Obawiałem się trochę co by był gdyby zaczęły się jakieś starcia a ja z kolegą bylibyśmy obok antyfaszystów a na komisariat ani do szpitala było mi zdecydowanie niespieszno. Bo w końcu nie wierzę, że policja wyłapuje akurat tych najbardziej agresywnych a słyszałem, że lubią oskarżać o napaść na funkcjonariusza za co można iść do aresztu aż do rozprawy. Jednak pomimo tego uważam, że na szczęście policjantów było bardzo dużo i chyba tylko dzięki temu nie doszło do zamieszek bo w tym samym czasie na rynku było kilkudziesięciu czy według innych źródeł stu narodowców i kiboli. Wokół demonstracji krążyło kilku zamaskowanych ludzi, sądząc po tym jak się patrzyli na resztę nie byli to członkowie parady, podobno ktoś z prowokujących został aresztowany. Na koniec dodam, że nawet policjanci byli raczej pozytywnie nastawieni do manifestujących, szczególnie gdy z platformy padały hasła, że jest „jedna Polska- antyfaszystowska” czy gdy przemawiająca feministka mówiła o konieczności wzmożenia liczby patroli, chociaż z tym by się pewnie nie zgodzili maszerujący z przodu anarchiści ze Związku Syndykalistów Polskich. Nie wiem czy należeli też do bojówek Antify ale wiem, że Antifa nie liczy na pomoc policji i uważa, że ludzie sami powinni sobie dawać radę z faszystami z czym się zdecydowanie nie zgadzam bo przemoc, chociaż czasem jest konieczna to musi być ściśle kontrolowana i ograniczana do minimum.

Czytaj również