Związki zawodowe oraz co jest celem a co środkiem?

Drukuj

Związki zawodowe, jeśli chodzi o ideę (a nie zawsze praktykę) są niesłychanie potrzebne bo inaczej kto będzie chronił interesy pracowników? Chyba nie wolny rynek (właściciele firm), który jak wiadomo, szczególnie w kryzysie daje pracodawcy wręcz nieograniczoną władzę nad pracownikiem, którą niestety wielu wykorzystuje płacąc najmniej jak się da wymagając najwięcej jak się da. Także apelujmy do związków zawodowych o zmianę działania a nie o ich zniknięcie. Bo wysokie płace i godne warunki pracy są wartością autoteliczną i powinny być celem polityków a pobudzona gospodarka powinna służyć temu celowi a nie na odwrót jak to mówią prawicowi liberałowie. Taki Korwin-Mikke stwierdził ostatnio, że społeczeństwu żyje się dobrze gdy ludzie boją się o pracę (bo się bardziej starają). Raz, że ludzie w silnym stresie działają gorzej a dwa kto jest tym społeczeństwem jak nie ludzie. I czy ludziom żyje się lepiej gdy nie są pewni zatrudnienia? Nonsens. Widać tu pokłosie dawno zmarginalizowanej myśli organicystycznej, która zbiorowość traktuje podmiotowo (czyli w tym wypadku tzw. „słupki”, o które zapewne chodziło Korwinowi) a jednostki ją tworzące instrumentalnie, jako, te które mają służyć całemu organizmowi (tzw. społeczeństwu), którego są tylko częścią i, która to część może zostać nawet usunięta dla dobra organizmu jeśli jest dla niego nieużyteczna lub szkodliwa. Ta idea daje człowiekowi wolność ale tylko do pomnażania kapitału, co rzekomo buduje bogactwo (tylko pytanie czyje bogactwo).

Nie chodzi mi o to, że liberalne pomysły gospodarcze są złe a te socjalne dobre, pomoc na kredyt da tylko krótkotrwałe korzyści w dłuższej perspektywie prowadzi do kryzysu. Jednak zdecydowanie sprzeciwiam się twierdzeniom libertarian, którzy każdy pomysł na poprawę losu najmniej zarabiających odrzucają twierdząc, że to biednym zaszkodzi (jakby to był główny powód, że dany pomysł im się nie podoba). Twierdzą też, że najlepszy dla biednych jest absolutnie wolny rynek, który wiadomo, że bez kontroli prowadzi do dominacji tych, którzy mają jakiś kapitał (a to, że nie każdy ma równe szanse na jego osiągnięcie chyba nie podlega dyskusji). Dochodzi do tego, że Korwin-Mikke stwierdza, że nawet podwyżki są niekorzystne dla biednych bo prowadzą do inflacji więc biedni i tak stracą. Nasuwa się więc pytanie co im pomoże? Obniżki? I czy naprawdę Korwin-Mikke tak się martwi o biednych (będąc rzekomo za wolnością jest za zakazem zrzeszania się ludzi w celu obrony swoich interesów i ogólnej sprawiedliwości) czy raczej o bogatych czy PKB.

Chodzi mi o to żeby jasno powiedzieć, że gospodarka ma służyć ludziom (żeby więcej zarabiali i mieli coraz lepsze warunki pracy) a nie ludzie gospodarce aby kosztem wynagrodzeń musieli zwiększać jakieś „bogactwo narodowe”. Piszę w cudzysłowie bo jest to bogactwo tylko części narodu. Wydaje się to w dzisiejszych czasach oczywiste jednak zdecydowanie nie jest. Ciągle żywe są poglądy, że ludzie powinni zarabiać mało aby więcej pracowali i bardziej się starali co rzekomo ma pomóc gospodarce. Albo co wcześniej wspomniałem, że powinni się obawiać o swoje zatrudnienie. Zapytam jeszcze raz. Kto na tym niby ma skorzystać? Jakiś ogół? Ogół w tym wypadku nie skorzysta tylko jego część. Wiem, że jak do tej pory najlepiej pod względem materialnym żyje się (wszystkim) tam gdzie jest wolny rynek, oczywiście nie ten dziki. Jednak ważne aby w polityce nie zapominać co jest celem a co środkiem do tego celu bo to wbrew pozorom bardzo ważne i nie dla każdego oczywiste.

Czytaj również